Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Zadaję je od 12 lat i okazuje się, że marketing B2B wielu firm jest prowadzony ,,na czuja”, bez danych, strategii i oczywiście... bez efektu.
Pomogę Ci poukładać procesy, rozwinąć zespół, stworzyć odważne kampanie oraz eventy, które nie tylko wyróżnią Twoją firmę, ale także zbudują długotrwałe relacje z klientami.

Masz konkretny problem, który chcesz rozwiązać lub potrzebujesz indywidualnego doradztwa? Spotkajmy się jeden na jeden.
Możemy omówić następujące obszary:
Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.
Cena:
250 zł netto / 60 min
850 zł netto / pakiet 4x60 min
Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.
Co możemy wypracować:
Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.
Cena:
wycena indywidualna
Twój zespół potrzebuje nowych kompetencji? Praktyczne warsztaty, które rozwiną ich umiejętności, dopasowane do potrzeb Waszej firmy.
Szkolenia dostosowane do potrzeb:
· Zespół 3-8 os
· Online / offline
· Interaktywne ćwiczenia
· Case studies i przykłady
· Gotowe narzędzia do wdrożenia
Cena:
3000 zł netto / dzień szkoleniowy
Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.
Co możemy wypracować:
Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.
Cena:
wycena indywidualna
Potrzebujesz dynamicznego i merytorycznego prelegenta na swoje wydarzenie?
Zapraszam do współpracy:
· Prelekcje i panele eksperckie
· Moderacja dyskusji i debat
· Warsztaty i szkolenia podczas konferencji
· Prowadzenie wydarzeń jako konferansjer lub host
Dodatkowo: pomogę w stworzeniu scenariusza scenicznego
czy przygotowaniu zespołu do wystąpienia na scenie.
Cena:
2000–3000 zł netto










Mam coś dla Ciebie!
Książka zawiera wszystko, czego sam szukałem zaczynając pracę w branży eventowej. Sprawdzone procesy, narzędzia
i wskazówki, które oszczędzą Ci nauki na własnych błędach.
Pokaże Ci, jak krok po kroku, stać się skutecznym event managerem.
Przegląd najciekawszych wydarzeń branżowych - konferencje, szkolenia
i warsztaty, na których trzeba być! Zobacz, gdzie możesz posłuchać o marketingu B2B, zaczerpnąć inspiracji do swoich działań i networkingować.
Konkretna wiedza z marketingu B2B i event marketingu.
Bez lania wody, za to z instrukcją "jak to zrobić".
Bo teoria bez praktyki jest bezużyteczna.

Kiedy zaczyna się impreza firmowa? W praktyce w dniu, w którym ktoś z zarządu rzuca na spotkaniu „zróbmy coś w grudniu", czyli w momencie, w którym połowa decyzji jest już podjęta za ciebie przez kalendarz. Z mojej obserwacji najwięcej pieniędzy przepada w pierwszych dwóch tygodniach, zanim ktokolwiek zadzwoni do dostawcy.
Skala tego rynku jest większa, niż się wydaje. Według raportu Polskiej Organizacji Turystycznej i Poland Convention Bureau „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025" w 2024 roku odbyło się w Polsce 9201 wydarzeń korporacyjnych, co stanowiło 49 procent wszystkich zarejestrowanych spotkań. Wzięło w nich udział ponad dwa miliony osób. Ten sam raport podaje, że 79 procent wydarzeń korporacyjnych firmy organizują samodzielnie, bez agencji.
Czyli większość imprez firmowych w Polsce przygotowuje ktoś, dla kogo to dodatkowe zadanie obok zwykłej pracy. Ten tekst jest dla tej osoby.
W skrócie: impreza firmowa ma pięć faz, a każda ma swój typowy błąd. Najdroższe decyzje zapadają w pierwszej fazie, najczęstsze wpadki w czwartej, a najczęściej pomijana jest piąta, czyli dzień po. Poniżej każda faza z listą decyzji i jednym zakazem.
Pierwsza faza trwa zwykle kilka dni, a ustawia wszystko, co przyjdzie potem. Na jej końcu powinny leżeć na stole cztery rzeczy zapisane na jednej kartce.
Czwarty punkt wygląda na formalność, a w praktyce odpowiada za większość opóźnień. Impreza, o której decyduje zespół pięciu osób, dostaje pięć wizji i żadnej odpowiedzialności. Jak rozpisać budżet na pozycje, opisałem osobno w tekście o tym, jak zaplanować budżet na imprezę firmową.
Zakaz: nie zaczynaj od wyboru miejsca. Lokal wybrany przed celem narzuca format, liczbę osób i godziny, a potem cel dopasowuje się do sali.
Druga faza zamienia cel na przebieg wieczoru. Tu zapadają decyzje, które goście zobaczą, i tu najłatwiej zgubić cel na rzecz atrakcji.
Ostatni punkt ma mocne oparcie w badaniach. Daniel Kahneman, Barbara Fredrickson i współpracownicy opisali w 1993 roku w Psychological Science eksperyment, w którym uczestnicy trzymali dłoń w zimnej wodzie. W wersji dłuższej do 60 sekund w temperaturze 14 stopni dodano 30 sekund, w czasie których woda lekko się ogrzewała. Na pytanie, którą wersję powtórzą, 22 z 32 osób wybrało dłuższą, obiektywnie bardziej nieprzyjemną, bo kończyła się lepiej. Pamięć ocenia całość po szczycie i po końcu, nie po średniej. Dla imprezy firmowej wniosek jest praktyczny: wieczór, który rozmywa się w pustoszejącej sali o drugiej w nocy, zostaje zapamiętany gorzej niż wieczór zamknięty wyraźnym momentem o 23:00.
Zakaz: nie kupuj atrakcji, zanim masz przebieg. Atrakcja wybrana przed przebiegiem trafia w godzinę, w której nikt jej nie potrzebuje. Co rzeczywiście działa, a co tylko wypełnia czas, rozpisałem w tekście o atrakcjach na imprezę integracyjną.
Trzecia faza to umowy. Przy imprezie firmowej organizowanej samodzielnie dostawców bywa od trzech do ośmiu: lokal, catering, technika, oprawa muzyczna, dekoracje, transport, fotograf, prowadzący.
Trzeci punkt potrafi dopisać do faktury kilkanaście procent, o których nikt nie wiedział przy akceptacji budżetu. Rozpisałem te pozycje w tekście o tym, czym jest opłata korkowa i jakie koszty dochodzą poza ofertą.
Zakaz: nie podpisuj umowy z lokalem bez godziny zakończenia. Brak godziny oznacza, że o północy kierownik sali zapyta, kto płaci za kolejną godzinę, a odpowiedź padnie przy gościach.
Ta faza nie ma własnego rozdziału w żadnym poradniku, a w niej sypie się najwięcej. Plan jest gotowy, umowy podpisane i właśnie wtedy wychodzą na jaw rzeczy, o które nikt nie zapytał.
Z mojej praktyki: czwarty punkt najczęściej zostaje pusty. Organizatorka imprezy spędza wieczór na rozwiązywaniu problemów zamiast na byciu gospodarzem, bo nikt inny nie wie, że ma się nimi zająć.
Zakaz: nie zmieniaj przebiegu w ostatnim tygodniu. Każda zmiana po rozesłaniu dokumentu dostawcom trafia do połowy z nich.
Piąta faza najczęściej nie istnieje. Impreza się odbyła, zdjęcia trafiły na firmowy czat, sprawa zamknięta. Tymczasem właśnie tu decyduje się, czy następna impreza będzie lepsza, czy powtórzy te same błędy.
Trzeci punkt jest najcenniejszy i najrzadziej robiony. Za rok imprezę może organizować ktoś inny i zacznie od zera, płacąc ponownie za te same pomyłki.
Zakaz: nie pytaj gości o ocenę w skali od jednego do pięciu. Średnia 4,6 niczego nie mówi o tym, co zmienić za rok. Trzy pytania otwarte mówią wszystko.
Dla imprezy na 50 do 150 osób, organizowanej samodzielnie w sezonie przedświątecznym, z mojej obserwacji rozkład wygląda mniej więcej tak. Liczby są orientacyjne i przy mniejszym wydarzeniu fazy się skracają.
Raport POT pokazuje przy okazji jeszcze jedną rzecz: 64 procent wydarzeń korporacyjnych w Polsce trwa jeden dzień, a 72 procent odbywa się w hotelach. Przy grudniowych terminach oznacza to, że o te same sale konkurujesz z setkami innych firm, więc przesunięcie pierwszej fazy o miesiąc kosztuje wybór miejsca.
Chcesz przejść przez te pięć faz na swoim przypadku, zanim podpiszesz pierwszą umowę? Umów konsultację 1:1 i ułóżmy przebieg razem.
Weź kartkę i zapisz cztery rzeczy z pierwszej fazy: po co, dla kogo, za ile i kto decyduje. Przy każdej pustej rubryce wstrzymaj rozmowy z dostawcami, dopóki jej nie wypełnisz. Reszta planu układa się z tej kartki.
Przy imprezie przedświątecznej na 50 do 150 osób decyzję o celu i budżecie warto podjąć około dziesięciu tygodni przed terminem. Lokale na grudzień rezerwuje się we wrześniu i październiku, a późniejszy start oznacza wybór z tego, co zostało.
Pierwszy krok to jedno zdanie o tym, co ma być inaczej po imprezie, i wskazanie jednej osoby, która podejmuje decyzje. Wybór lokalu i atrakcji przychodzi później, bo zależy od celu i liczby gości.
Nie ma jednej stawki, bo koszt zależy od formatu, terminu, miasta i tego, czy zapraszasz osoby towarzyszące. Policz budżet całkowity i podziel go przez liczbę gości, a potem porównuj oferty tą liczbą i listą kosztów spoza oferty.
Według raportu POT i Poland Convention Bureau 79 procent wydarzeń korporacyjnych w Polsce firmy robią same. Samodzielna organizacja ma sens, jeżeli jest osoba z czasem na pięć faz opisanych wyżej. Agencja zdejmuje z niej trzecią i czwartą fazę.
Wyraźnym momentem, zaplanowanym tak samo jak otwarcie. Badania Kahnemana i Fredrickson z 1993 roku pokazują, że pamięć ocenia doświadczenie po szczycie i po końcu, więc wieczór rozmyty w pustoszejącej sali wypada gorzej niż zamknięty o ustalonej godzinie.
Rozliczyć dostawców w tym samym tygodniu, zadać gościom trzy pytania otwarte i zapisać pół strony notatki dla osoby, która będzie organizować imprezę za rok. Ta notatka oszczędza najwięcej pieniędzy przy kolejnej edycji.
Źródła: Polska Organizacja Turystyczna i Poland Convention Bureau, „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025", dane za 2024 rok; Daniel Kahneman, Barbara L. Fredrickson, Charles A. Schreiber, Donald A. Redelmeier, „When More Pain Is Preferred to Less: Adding a Better End", Psychological Science, 1993.

Ile mówi ci średnia 4,8 na 5 z ankiety po konferencji? Mniej, niż sugeruje zielony kolor w raporcie dla zarządu. Ocena pokazuje, jak uczestnikom było w sali, a wynik wydarzenia widać dopiero w tym, co zrobili po wyjściu.
Najpopularniejszą miarą zadowolenia po evencie stał się Net Promoter Score, wskaźnik opisany przez Freda Reichhelda w Harvard Business Review w 2003 roku. Liczy się go szybko, wygląda poważnie i daje jedną liczbę do porównań. Ta wygoda sprawia, że organizatorzy traktują go jak wynik wydarzenia, choć mierzy on wyłącznie deklarowaną chęć polecenia.
W skrócie: NPS liczysz jako odsetek promotorów minus odsetek krytyków, na skali od minus 100 do plus 100. Metaanaliza Alligera i współpracowników z 1997 roku wykazała, że to, jak bardzo uczestnikom się podobało, prawie nie przewiduje, czego się nauczyli. Obok NPS potrzebujesz pięciu wskaźników: pytania o użyteczność, odsetka odpowiedzi, rozkładu ocen, pomiaru po 30 dniach i osobnego wyniku dla wystawców.
Uczestnik odpowiada na jedno pytanie: jak prawdopodobne jest, że polecisz to wydarzenie znajomemu lub współpracownikowi, na skali od 0 do 10. Osoby, które zaznaczą 9 albo 10, to promotorzy. Oceny 7 i 8 oznaczają pasywnych, a oceny od 0 do 6 krytyków.
Wynik to procent promotorów minus procent krytyków, więc mieści się między minus 100 a plus 100. Pasywni nie wchodzą do wzoru, ale liczą się w mianowniku. Przykład: na ankietę po konferencji odpowiada 200 osób, 110 daje 9 lub 10, 60 wybiera 7 lub 8, a 30 zaznacza 6 lub mniej. Promotorów jest 55 procent, krytyków 15 procent, NPS wynosi 40.
Ta sama czterdziestka może powstać z bardzo różnych sal. Przy 45 procentach promotorów i 5 procentach krytyków wynik jest identyczny, a sytuacja inna: prawie nikt się nie zawiódł, ale też mało kto wyszedł poruszony. Dlatego w raportach, które przygotowuję, obok NPS stoją trzy liczby, z których powstał.
Reichheld oparł wskaźnik na dwuletnich badaniach, które łączyły odpowiedzi klientów z ich późniejszymi zakupami i poleceniami. Przekonywał, że jedno pytanie o polecenie przewiduje wzrost firmy lepiej niż rozbudowane badania satysfakcji. Tytuł jego artykułu, „The One Number You Need to Grow”, zrobił z NPS standard raportów zarządczych.
Cztery lata później Timothy Keiningham z zespołem sprawdził tę tezę w Journal of Marketing. Na danych z 21 firm i ponad 15 500 wywiadów z norweskiego barometru satysfakcji klientów nie udało się powtórzyć wyniku o wyraźnej przewadze NPS nad innymi miarami. W osobnej pracy z tego samego roku autorzy doszli do wniosku, że sama intencja polecenia nie wystarcza jako jedyny predyktor lojalności.
Najciekawszą korektę zrobił sam Reichheld. W tekście „Net Promoter 3.0” w Harvard Business Review z 2021 roku przyznał, że niezweryfikowane, raportowane przez same firmy wyniki NPS podważyły użyteczność wskaźnika, i zaproponował miarę opartą na zachowaniu: wzrost przychodów od powracających klientów i z ich poleceń. Dla eventu oznacza to pytanie, ilu uczestników wróciło na kolejną edycję i ilu przyprowadziło kogoś ze sobą.
Pierwszy mechanizm opisali George Alliger i współautorzy w metaanalizie z 1997 roku, obejmującej 34 badania szkoleń. Reakcje afektywne, czyli odpowiedź na pytanie, czy się podobało, korelowały z tym, czego ludzie się nauczyli, na poziomie 0,02. Dla reakcji dotyczących użyteczności, czyli oceny, czy to się przyda w pracy, korelacja wyniosła 0,26 z nauką i 0,18 z przeniesieniem wiedzy do pracy.
W praktyce pytanie „czy ci się podobało” mówi bardzo mało o efekcie. NPS stoi bliżej zadowolenia niż użyteczności, bo pyta o chęć polecenia, a ludzie polecają też wieczory, które były po prostu przyjemne.
Drugi mechanizm dotyczy pamięci. Donald Redelmeier i Daniel Kahneman w badaniu z 1996 roku na 154 pacjentach po kolonoskopii i 133 po litotrypsji wykazali, że ocena całego doświadczenia zależała od najsilniejszego momentu i od ostatnich minut, a długość procedury nie wpływała na wspomnienie. Ankieta wysłana następnego ranka po gali mierzy więc głównie finał wieczoru i najmocniejszy punkt programu, a panel z godziny 11:00 zostaje w tle.
Trzeci mechanizm to próba. Explori, firma prowadząca badania uczestników wydarzeń, szacuje typowy odsetek odpowiedzi na ankiety po konferencjach i eventach firmowych na 10 do 20 procent. Z moich obserwacji odpowiadają najczęściej osoby z mocnym zdaniem w którąkolwiek stronę, a środek sali milczy. Przy 300 uczestnikach i 15 procentach odpowiedzi wynik opiera się na 45 osobach, a jedna z nich przesuwa NPS o ponad 2 punkty.
NPS może zostać w raporcie. Potrzebuje jednak towarzystwa, które pokaże, czy za dobrą oceną stoi zmiana. Każdy z pięciu wskaźników poniżej ma swoje pytanie i jeden zakaz.
Zamiast drugiej skali zadowolenia zadaj pytanie otwarte: co z dzisiejszego dnia zastosujesz w pracy w ciągu dwóch tygodni. Odpowiedź konkretna, z nazwą narzędzia albo decyzji, jest sygnałem przeniesienia wiedzy. Metaanaliza Alligera wskazuje, że ten typ reakcji lepiej przewiduje naukę niż zadowolenie.
Zakaz: nie zastępuj tego pytania skalą „na ile przydatne było wydarzenie”. Skala daje kolejną średnią, a pytanie otwarte daje listę działań, którą sprawdzisz po miesiącu.
Liczba odpowiedzi i jej udział w liczbie uczestników stoją w raporcie tuż obok wyniku. NPS 60 z 40 ankiet przy 500 osobach na sali opisuje 8 procent uczestników. Gdy odsetek jest niski, zadzwoń do kilku osób, które nie odpowiedziały, i zadaj im te same pytania.
Zakaz: nie porównuj wyników dwóch edycji, gdy liczba odpowiedzi różni się kilkukrotnie. Różnica wyniku może wtedy wynikać z tego, kto odpowiedział, bez związku ze zmianami w programie.
Dwa wydarzenia z NPS 40 z przykładu wyżej wymagają innych decyzji, a różnicę między nimi widać dopiero w rozkładzie. Przy 15 procentach krytyków szukasz tego, co ich zawiodło, a przy 50 procentach pasywnych szukasz powodu, dla którego mało kto wyszedł poruszony. Rozbij wynik też według grup: nowi i powracający uczestnicy, klienci i partnerzy, dział sprzedaży i reszta firmy.
Zakaz: nie raportuj samej średniej ani samego NPS. Obie liczby ukrywają to, co w ankiecie najciekawsze: kto był rozczarowany i z jakiego powodu.
Donald Kirkpatrick opisał na przełomie lat 1959 i 1960 cztery poziomy oceny szkoleń: reakcję, uczenie się, zachowanie i rezultaty. Ankieta w dniu wydarzenia zatrzymuje się na pierwszym z nich. Krótka ankieta po 30 dniach wraca do odpowiedzi z pytania o użyteczność i sprawdza, czy uczestnik zrobił to, co zadeklarował.
Zakaz: nie zamykaj raportu z wydarzenia w tygodniu, w którym się odbyło. Znasz wtedy reakcję, a o zmianie zachowania nie wiesz jeszcze nic.
Na targach i konferencjach z częścią wystawienniczą uczestnik i wystawca oceniają dwa różne produkty. Raport UFI i Explori z 2017 roku, oparty na danych z 1040 targów w ponad 40 krajach, podał średni NPS wystawców na poziomie minus 17, a dodatni wynik miała tylko co czwarta impreza. Targi, które szkoliły wystawców, miały wynik wyższy o 23 punkty.
Zakaz: nie łącz ocen uczestników i wystawców w jedną liczbę. Zadowolona widownia może współistnieć z wystawcami, którzy nie wrócą w przyszłym roku.
Masz raport z ostatniego wydarzenia i nie wiesz, co z niego wynika? Umów konsultację 1:1 i przeczytajmy wyniki razem.
Najprostszy test: zestaw NPS z odpowiedziami na pytanie o użyteczność. Wysoki wynik i ogólniki w rodzaju „ciekawe wystąpienia” albo „dobra organizacja” oznaczają, że wydarzenie było przyjemne, a uczestnicy nie wiedzą, co z nim zrobić. W takim raporcie zadowolenie jest wysokie, a efekt nieznany.
Odwrotna sytuacja też się zdarza. Średni NPS i kilkadziesiąt konkretnych deklaracji, na przykład zmiana procesu ofertowania albo umówione spotkanie z partnerem, opisują wydarzenie, które pracuje mimo przeciętnej oceny. O tym, jak zaplanować kontakt z uczestnikami po zamknięciu sali, pisałem w tekście o obsłudze posprzedażowej po evencie.
Pięć pytań wystarczy, a z mojego doświadczenia każde kolejne widać w spadku odsetka odpowiedzi. Moja kolejność: NPS, jedno pytanie o najmocniejszy punkt programu, jedno o najsłabszy, pytanie o zastosowanie w pracy i pytanie o temat na następną edycję. Ankietę wysyłam w ciągu 24 godzin, póki uczestnik pamięta też poranne wystąpienia.
Pytania o catering, hotel i nagłośnienie zostaw dla zespołu produkcji w osobnym formularzu. Takie dane są potrzebne, ale w raporcie dla zarządu mieszają ocenę logistyki z oceną efektu. Szerzej o całym systemie pomiaru piszę w tekście o ewaluacji eventu firmowego, a o tym, dlaczego zrozumienie tematu nie oznacza jeszcze zmiany, w artykule wiedza nie jest rezultatem eventu.
Następnym razem, gdy w raporcie zobaczysz NPS 60, zapytaj, ilu uczestników zrobiło po wydarzeniu coś, czego wcześniej nie robiło. Dopiero ta liczba mówi, czy event zadziałał.
Nie ma jednego progu dla wszystkich wydarzeń. Wynik dodatni oznacza więcej promotorów niż krytyków, a wśród wystawców targowych jest rzadkością: w raporcie UFI i Explori z 2017 roku miała go co czwarta impreza. Porównuj wynik z własnymi poprzednimi edycjami przy podobnej liczbie odpowiedzi.
Od procentu ocen 9 i 10 odejmij procent ocen od 0 do 6. Przykładowo 55 procent promotorów i 15 procent krytyków daje NPS 40.
Ankieta satysfakcji pyta o ocenę elementów wydarzenia, NPS o gotowość polecenia całości. Obie miary opisują reakcję uczestnika, czyli pierwszy poziom w modelu Kirkpatricka, i żadna z nich nie mierzy zmiany zachowania.
Pytania o reakcję w ciągu 24 godzin, a krótkie pytanie o zastosowanie po około 30 dniach. Badanie Redelmeiera i Kahnemana z 1996 roku pokazało, że ocena z pamięci opiera się głównie na najsilniejszym momencie i zakończeniu, więc późna ankieta mówi niewiele o środku programu.
Sam w sobie nie. NPS mierzy deklarację, a ROI wymaga danych o przychodach lub kosztach, dlatego Reichheld w 2021 roku zaproponował miarę opartą na przychodach od powracających klientów i z ich poleceń.
Źródła: Frederick F. Reichheld, „The One Number You Need to Grow”, Harvard Business Review, 2003; Timothy L. Keiningham, Bruce Cooil, Tor Wallin Andreassen, Lerzan Aksoy, „A Longitudinal Examination of Net Promoter and Firm Revenue Growth”, Journal of Marketing, 2007; Timothy L. Keiningham i in., „The value of different customer satisfaction and loyalty metrics in predicting customer retention, recommendation, and share-of-wallet”, Managing Service Quality, 2007; Fred Reichheld, Darci Darnell, Maureen Burns, „Net Promoter 3.0”, Harvard Business Review, 2021; George M. Alliger i in., „A meta-analysis of the relations among training criteria”, Personnel Psychology, 1997; Donald A. Redelmeier, Daniel Kahneman, „Patients' memories of painful medical treatments”, Pain, 1996; Donald L. Kirkpatrick, „Techniques for evaluating training programs”, 1959-1960; Explori, „What is a good post-event survey response rate?”, 2021; UFI, Explori, „Global Exhibitor Insights”, 2017.

Za co naprawdę płaci uczestnik wydarzenia premium? Płaci za rzeczy, których nie zauważa, dopóki działają. Kolejka do szatni na konferencji za darmo jest drobnostką, na gali za 1500 zł od osoby staje się tematem rozmowy przy stoliku.
Badanie MOMCLE „Doświadczenia Klienta i wzorce konsumpcji w segmencie marek premium i luksusowych w Polsce", druga edycja z 2026 roku, pokazało, że 44 procent respondentów w ciągu ostatnich 24 miesięcy doświadczyło gorszego traktowania podczas kontaktu z marką lub usługą luksusową. Spośród tych osób 68 procent unikało potem ponownego zakupu albo zmieniło markę. Próba była niewielka, główna część badania objęła 132 ankiety internetowe, więc traktuję te liczby jako sygnał kierunku, nie pomiar rynku. Kierunek jest jednak jasny: w segmencie premium klient odchodzi przez obsługę, nie przez produkt.
Z tekstu dowiesz się: dlaczego wyższa cena wydarzenia zmienia wagę drobnych potknięć, w których siedmiu miejscach uczestnik premium traci poczucie wartości, ile kosztuje naprawa każdego z nich i co zrobić, kiedy mimo przygotowań coś się posypie.
Najlepiej tłumaczy to model opisany w 1984 roku przez Noriakiego Kano i współpracowników w japońskim czasopiśmie jakościowym Hinshitsu. Kano podzielił cechy produktu na trzy grupy. Cechy obowiązkowe wywołują silne niezadowolenie, gdy ich brakuje, a gdy są dopracowane, klient pozostaje obojętny. Druga grupa, cechy liniowe, daje tym więcej zadowolenia, im lepiej są zrobione. Trzecia grupa, cechy atrakcyjne, cieszy, gdy są, i nikomu nie przeszkadza, gdy ich nie ma.
Na wydarzeniu premium szatnia, rejestracja i toaleta należą do pierwszej grupy. Nikt nie wraca do domu zachwycony sprawną szatnią. Każdy za to zapamięta czterdzieści minut w kolejce po płaszcz w butach na obcasie.
Wyższa cena przesuwa kolejne elementy z grupy atrakcyjnej do obowiązkowej. Na darmowym spotkaniu dobra kawa jest miłym zaskoczeniem. Przy bilecie za kilkaset złotych jest warunkiem wyjściowym, a zła kawa staje się dowodem, że organizator oszczędzał na uczestniku.
Tu leży cała trudność. Budżet premium idzie zwykle w scenografię, gwiazdę wieczoru i catering, czyli w cechy liniowe i atrakcyjne. Tymczasem uczestnik ocenia wydarzenie przez pryzmat cech obowiązkowych, bo to one mogą go rozczarować.
Poniżej siedem miejsc w kolejności, w jakiej uczestnik je spotyka. Przy każdym: co się psuje, ile kosztuje naprawa i kiedy ten punkt przestaje mieć znaczenie.
Formularz na dwanaście pól, faktura dostępna dopiero po mailu do biura, brak informacji o tym, co jest w cenie. Uczestnik premium zaczyna wydarzenie od poczucia, że płaci za utrudnienia. Naprawa kosztuje głównie czas: przepisanie formularza i jedną stronę z odpowiedziami na pytania, które i tak padną. Znaczenie spada przy zaproszeniach imiennych, gdzie nic się nie kupuje. O tym, co cena biletu komunikuje jeszcze przed wydarzeniem, pisałem przy okazji cen biletów early bird.
Zakaz: nie zbieraj przy zakupie danych, których nie użyjesz.
Brak miejsc parkingowych, adres prowadzący do tylnego wejścia, ochrona, która nie wie, że wydarzenie w ogóle się odbywa. Naprawa kosztuje od jednej wiadomości z mapą po rezerwację parkingu u zarządcy obiektu. Punkt przestaje mieć znaczenie, gdy organizator zapewnia transport.
Zakaz: nie pisz „parking w okolicy", jeżeli sam go nie sprawdziłeś.
Dwie osoby przy stanowisku dla trzystu gości, którzy przychodzą w ciągu dwudziestu minut. Stanowiska liczy się od godziny największego napływu, nie od liczby gości podzielonej przez czas otwarcia rejestracji. Naprawa kosztuje jedną lub dwie dodatkowe osoby na pół godziny. Znaczenie spada przy małych, kameralnych kolacjach, gdzie gospodarz wita każdego osobiście.
Zakaz: nie ustawiaj rejestracji w miejscu, gdzie kolejka blokuje wejście do sali.
Wejście rozkłada się na godzinę, wyjście koncentruje w kwadransie. Szatnia, która sprawnie przyjmuje płaszcze o 19:00, dławi się o 23:00. Naprawa kosztuje dodatkową osobę na ostatnią godzinę albo numerki wydawane z informacją o godzinie odbioru. Zimą to punkt obowiązkowy bez wyjątków, latem przestaje istnieć.
Zakaz: nie oceniaj wydolności szatni po tym, jak wyglądała na wejściu.
Przerwa trwa piętnaście minut, a kolejka do jednego ekspresu dwadzieścia. Na salę wraca się wtedy bez kawy albo ze spóźnieniem. Liczba punktów obsługi decyduje tu bardziej niż jakość ziaren. Naprawa kosztuje drugi punkt wydawania i dłuższą przerwę. Przy bankiecie zasiadanym punkt znika, bo obsługa podchodzi do stolików.
Zakaz: nie skracaj przerwy, żeby zmieścić dodatkowe wystąpienie.
W wielu obiektach toalety projektowano pod ruch hotelowy, nie pod trzysta osób wychodzących z sali jednocześnie. Najbardziej prozaiczny punkt z listy i ten, o którym najczęściej rozmawia się w drodze powrotnej. Naprawa kosztuje wynajem dodatkowych kabin albo rozłożenie przerw w czasie, jeżeli wydarzenie ma kilka sal. Znaczenia nie traci w żadnym formacie, zmienia się tylko skala.
Zakaz: nie zakładaj, że hotel to przemyślał.
Ostatni punkt, a waży najwięcej. Donald Redelmeier, Joel Katz i Daniel Kahneman opisali w 2003 roku w czasopiśmie Pain badanie na 682 pacjentach poddanych kolonoskopii. Połowie z nich na końcu zabiegu dodano do trzech minut spokojniejszej fazy. Cały zabieg oceniali potem jako mniej nieprzyjemny, 4,4 wobec 4,9 w dziesięciostopniowej skali, i chętniej zgadzali się na kolejne badanie: 53 procent wobec 48. Obiektywnie dłuższa procedura zapisała się w pamięci lepiej, bo lepiej się kończyła.
Na wydarzeniu premium oznacza to jedno: ostatnie dziesięć minut decyduje o ocenie całego wieczoru. Pusta sala, zgaszone światło, kolejka po płaszcz i brak taksówek przekreślają trzy godziny dobrze zrobionego programu. Naprawa kosztuje zamówione wcześniej taksówki, drobny upominek przy wyjściu i osobę, która żegna gości.
Zakaz: nie kończ wydarzenia tym, że obsługa zaczyna sprzątać przy gościach.
Część potknięć zdarzy się mimo przygotowań. Pytanie brzmi, co z nimi zrobić.
Celso Augusto de Matos, Jorge Luiz Henrique i Carlos Alberto Vargas Rossi opublikowali w 2007 roku w Journal of Service Research metaanalizę 24 badań nad tak zwanym paradoksem naprawy usługi. Wynik jest ciekawszy, niż sugeruje nazwa. Dobrze obsłużony błąd potrafi podnieść zadowolenie klienta powyżej poziomu, jaki miałby bez żadnego błędu. Jednocześnie nie przekłada się ani na chęć ponownego zakupu, ani na polecenia, ani na wizerunek firmy.
Wniosek dla organizatora jest dwuznaczny i trzeba go przyjąć w całości. Szybka, hojna reakcja na wpadkę ratuje ocenę wieczoru, więc warto mieć na nią przygotowany budżet i osobę z decyzyjnością. Nie ratuje jednak tego, czy uczestnik przyjdzie za rok. Tego broni się wyłącznie na etapie przygotowań.
Przejrzyj budżet ostatniego wydarzenia premium i zaznacz pozycje, które dotyczą siedmiu punktów z tej listy. Gdy stanowią mniej niż jedną dziesiątą całości, a scenografia i gwiazda wieczoru połowę, budżet był układany pod zdjęcia, nie pod uczestnika. Więcej o tym, jak sprzedawcy usług premium myślą o całej ścieżce klienta, a nie o jednym momencie, znajdziesz w tekście o lekcjach od wedding plannerów, a o mapowaniu całego doświadczenia w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.
Organizujecie wydarzenie premium i chcecie przejść przez te siedem punktów, zanim zrobią to uczestnicy? Umów konsultację 1:1 i sprawdźmy ścieżkę gościa od biletu po wyjście.
Przejdź trasę gościa sam, w godzinach, w których będzie ją pokonywał: od strony zakupu biletu, przez wejście do budynku, rejestrację, szatnię, toaletę w czasie przerwy, aż po wyjście o godzinie zakończenia. Zapisz każde miejsce, w którym czekałeś dłużej niż minutę. Ta lista jest ważniejsza niż kolejna wizualizacja scenografii.
To suma wszystkich kontaktów uczestnika z wydarzeniem, od zakupu biletu po wyjście z budynku. Na wydarzeniach premium decydują o nim przede wszystkim elementy obowiązkowe, takie jak rejestracja, szatnia i toalety, bo to one mogą rozczarować, choć rzadko zachwycają.
Wyższa cena przesuwa kolejne elementy z grupy atrakcyjnej do obowiązkowej w rozumieniu modelu Kano z 1984 roku. Dobra kawa na darmowym spotkaniu jest miłym zaskoczeniem, przy drogim bilecie staje się warunkiem wyjściowym, a jej brak czytany jest jako oszczędzanie na uczestniku.
Szczyt i koniec. Badanie Redelmeiera, Katza i Kahnemana z 2003 roku na 682 pacjentach pokazało, że lepsze zakończenie poprawia ocenę całego doświadczenia, nawet gdy trwa ono dłużej. Ostatnie dziesięć minut wydarzenia ma więc większą wagę od środka programu.
Częściowo. Metaanaliza de Matosa, Henrique i Rossiego z 2007 roku pokazała, że dobra naprawa może podnieść zadowolenie, ale nie wpływa na chęć powrotu ani na polecenia. Reakcja ratuje ocenę wieczoru, lojalność buduje się wcześniej.
Nie ma uniwersalnej proporcji. Dobrą kontrolą jest porównanie wydatków na siedem punktów tarcia z wydatkami na scenografię i gwiazdę wieczoru. Gdy pierwsze stanowią ułamek drugich, budżet był układany pod zdjęcia.
Przejdź trasę gościa samodzielnie w godzinach, w których będzie ją pokonywał, i zapisz każde miejsce, w którym czekasz dłużej niż minutę. Taki przegląd kosztuje godzinę i wychwytuje większość punktów tarcia.
Źródła: MOMCLE, „Doświadczenia Klienta i wzorce konsumpcji w segmencie marek premium i luksusowych w Polsce. Edycja II", 2026, za: Marketing i Biznes, 26 sierpnia 2026; Noriaki Kano i in., „Attractive Quality and Must-Be Quality", Hinshitsu, 1984; Donald A. Redelmeier, Joel Katz, Daniel Kahneman, „Memories of colonoscopy: a randomized trial", Pain, 2003; Celso Augusto de Matos, Jorge Luiz Henrique, Carlos Alberto Vargas Rossi, „Service Recovery Paradox: A Meta-Analysis", Journal of Service Research, 2007.

Ilu ludzi przyjdzie na twoją nową konferencję? Odpowiedź daje liczba osób, które zapłacą za bilet, zanim podpiszesz umowę z obiektem i zamówisz scenę. Deklaracje z ankiety zainteresowania tej odpowiedzi nie dadzą.
Krzysztof Bartnik, prezes firmy Imker, która od ponad 11 lat obsługuje sprzedaż twórców internetowych, radzi autorom książek zacząć od preorderu. W rozmowie z serwisem rebiznes.pl z 2023 roku tłumaczył, że przedsprzedaż pokazuje, czy książkę kupuje 100, czy 2000 osób, a przy okazji finansuje druk i wysyłkę. Przy wydarzeniach przedsprzedaż kojarzy się głównie z ceną early bird, a da się jej użyć także do decyzji, czy wydarzenie w ogóle robić.
Z tekstu dowiesz się: jak ułożyć przedsprzedaż w pięciu fazach od obietnicy do decyzji o realizacji, jak ustawić próg, poniżej którego zmieniasz format albo odwołujesz wydarzenie, dlaczego zapłata mówi o popycie więcej od deklaracji i co mówi prawo, gdy wydarzenie się nie odbędzie.
Deklaracja nic nie kosztuje, zakup kosztuje. Eventbrite, powołując się na relacje organizatorów bezpłatnych wydarzeń, podaje, że odsetek osób, które zapisały się i nie przyszły, sięga u nich nawet 50 procent, a przy wydarzeniach płatnych potrafi spaść do 10 procent. Bizzabo w raporcie z 2021 roku o 1850 wydarzeniach online odnotowało, że 80 procent rejestracji było bezpłatnych, a na wydarzenie docierała mniej więcej połowa zarejestrowanych.
Skoro darmowy zapis myli się w prognozie frekwencji nawet o połowę sali, ankieta „czy przyszedłbyś” moim zdaniem myli się jeszcze bardziej, bo nie wymaga nawet podania adresu e-mail. Zapłata jest pierwszym zachowaniem uczestnika, które możesz zmierzyć przed wydarzeniem.
Eric Ries w książce „The Lean Startup” z 2011 roku opisał minimalną wersję produktu jako taką, która pozwala zebrać najwięcej potwierdzonej wiedzy o klientach najmniejszym wysiłkiem. Dropbox w 2008 roku opublikował trzyminutowe wideo pokazujące produkt w wersji beta, a lista oczekujących urosła w ciągu jednej nocy z 5 tysięcy do 75 tysięcy osób.
Twórcy zegarka Pebble w 2012 roku ustawili na Kickstarterze cel 100 tysięcy dolarów i zebrali ponad 10,2 miliona od 68 929 osób. Zanim fabryka wyprodukowała pierwszy egzemplarz, firma wiedziała, ilu klientów czeka. Przy konferencji pytanie brzmi podobnie: ile osób zapłaci za program, którego jeszcze nie ma w całości.
W eventach odpowiednikiem wideo Dropboxa jest strona wydarzenia z roboczym programem, ceną i datą. Scenografia, catering i aplikacja dla uczestników mogą poczekać, bo test ma odpowiedzieć na jedno pytanie o popyt. Przygotowanie strony i komunikacji do własnej bazy zajmuje kilka dni, a zaliczka dla obiektu bywa pierwszą dużą pozycją w budżecie, której nie odzyskasz.
Test działa, gdy od początku wiesz, jaka liczba oznacza „robimy”, a jaka „odwołujemy”. Każda z pięciu faz ma swoje zadanie i jeden zakaz.
Zanim powstanie strona, zapisz, co uczestnik dostanie i dla kogo jest wydarzenie. Obietnica ma być na tyle konkretna, żeby dało się ją kupić bez pełnej agendy: temat, format, miasto, termin i dwa lub trzy nazwiska, które już potwierdziły udział.
Zakaz: nie sprzedawaj nazwisk, których nie masz na piśmie. Wystarczy jedna zmiana w line-upie po przedsprzedaży, żeby kupujący mieli poczucie, że kupili inny produkt.
Prosta strona z opisem, ceną i przyciskiem zakupu wystarcza. Cena musi być prawdziwa, bo tylko wtedy test mówi, czy ludzie zapłacą tyle, ile zakłada budżet. Obniżka dla pierwszych kupujących jest w porządku, pod warunkiem że znasz cenę docelową i mówisz o niej otwarcie. Jak rozmawiać o cenie pierwszej puli, rozpisałem w tekście o cenach early bird.
Zakaz: nie testuj popytu na bilety za symboliczną złotówkę. Taka cena sprawdza ciekawość, a budżet wydarzenia liczysz na pełnej cenie.
Pula to liczba biletów i termin, w którym sprzedajesz ją na próbę, na przykład 30 miejsc w cztery tygodnie. Termin waży tu więcej od liczby, bo daje ci datę decyzji przed podpisaniem umowy z obiektem. Sprawdź w ofercie, do kiedy możesz zrezygnować z rezerwacji sali bez kosztów, i ustaw koniec pierwszej puli co najmniej tydzień wcześniej.
Zakaz: nie przedłużaj pierwszej puli po cichu, gdy sprzedaż idzie słabo. Przedłużenie zamienia test w zwykłą kampanię i odbiera ci moment decyzji.
Wartość progu ustalasz przed startem sprzedaży i zapisujesz. Przykład: konferencja na 150 osób ma koszty stałe na poziomie 90 tysięcy złotych, a bilet kosztuje 900 złotych netto, więc sam próg rentowności to 100 biletów. Sprzedaż 30 z 30 biletów pierwszej puli w dwa tygodnie daje sygnał do dalszej sprzedaży. Przy 8 sprzedanych biletach po czterech tygodniach decyzja jest trudna, ale uczciwa: zmiana formatu, zmiana tematu albo odwołanie.
Uwzględnij przy tym rytm zakupów. Eventbrite podał, że w 2024 roku 57 procent biletów na wydarzenia muzyczne i klubowe sprzedano na tydzień przed wydarzeniem lub później. Konferencje B2B mogą mieć inny rytm, ale pierwsza pula i tak mierzy najbardziej zdecydowanych, więc próg dotyczy tej grupy, a pełną salę szacujesz osobno.
Zakaz: nie zmieniaj progu po starcie sprzedaży. Próg ustalany po fakcie da się dopasować do każdego wyniku.
Po terminie pierwszej puli podejmujesz jedną z trzech decyzji: realizacja, zmiana albo odwołanie. Komunikat do kupujących wysyłasz w ciągu kilku dni, a przy odwołaniu zwracasz pieniądze w całości. Trzydzieści osób, które zapłaciło za wydarzenie, którego nie będzie, to najcenniejsza lista w twojej bazie, więc zapytaj je, co kupiłyby w zamian.
Zakaz: nie wydawaj pieniędzy z przedsprzedaży przed decyzją. Dopóki wydarzenie może zostać odwołane, traktuj je jak pieniądze kupujących.
Planujesz nowe wydarzenie i chcesz ustawić próg decyzji, zanim podpiszesz umowę z obiektem? Umów konsultację 1:1 i policzmy go razem.
Poza liczbą sprzedanych biletów sprawdź, kto je kupił. Gdy w pierwszej puli przeważają osoby spoza twojej bazy mailowej i grona znajomych, wydarzenie ma rynek. Zakupy głównie od ludzi, którzy znają cię osobiście, oznaczają, że test zmierzył twoją sieć kontaktów, a popyt na temat pozostaje niewiadomą.
Kupujący bilet na wydarzenie z określoną datą nie ma prawa odstąpić w ciągu 14 dni od umowy zawartej przez internet. Wyłączenie zapisano w art. 38 ust. 1 pkt 12 ustawy o prawach konsumenta z 2014 roku i dotyczy ono usług związanych z wydarzeniami rozrywkowymi, sportowymi lub kulturalnymi, gdy umowa wskazuje dzień lub okres ich świadczenia. Czy konferencja branżowa mieści się w tym katalogu, zależy od jej charakteru, więc sprawdź to z prawnikiem.
Wyłączenie nie zwalnia cię ze zwrotu pieniędzy, gdy sam odwołujesz wydarzenie, bo wtedy nie wykonujesz umowy. Regulamin przedsprzedaży powinien opisać warunek realizacji, termin decyzji i sposób zwrotu. Nie jestem prawnikiem, więc treść regulaminu uzgodnij z osobą, która zna prawo konsumenckie.
Test nie sprawdzi się przy wydarzeniach zamkniętych, na które firma zaprasza klientów lub pracowników bez biletów. Tam potrzebujesz innego zobowiązania, na przykład potwierdzenia udziału przez przełożonego albo rezerwacji terminu w kalendarzu z wyprzedzeniem. O budowaniu frekwencji bez budżetu mediowego pisałem w tekście o poleceniach uczestników.
Druga granica to wiarygodność organizatora. Fyre Festival w 2017 roku sprzedał około 5 tysięcy biletów, w pakietach VIP nawet po 12 tysięcy dolarów, na wydarzenie, którego organizatorzy nie byli w stanie przygotować. Billy McFarland usłyszał w 2018 roku wyrok 6 lat więzienia za oszustwa związane z festiwalem. Przedsprzedaż testuje popyt, a obietnica na stronie ma opierać się na tym, co realnie potrafisz dowieźć.
Zanim zarezerwujesz salę na nowe wydarzenie, zapisz liczbę biletów, przy której mówisz „robimy”, i termin, w którym ją sprawdzisz. Resztę powie sprzedaż.
Early bird to niższa cena dla pierwszych kupujących w wydarzeniu, o którym decyzja już zapadła. Przedsprzedaż testowa sprzedaje bilety przed decyzją o realizacji i ma zapisany próg, poniżej którego wydarzenie się nie odbędzie.
Tyle, ile wynika z twojego progu decyzji i kosztów stałych. W przykładzie z tekstu pula liczy 30 biletów, czyli mniej więcej jedną trzecią progu rentowności, i jest sprzedawana w ciągu czterech tygodni.
Przy wydarzeniach z określoną datą ustawa o prawach konsumenta wyłącza 14-dniowe prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Warunki zwrotu określa wtedy regulamin, a gdy organizator odwołuje wydarzenie, pieniądze wracają do kupujących.
Działa, gdy bilet kupuje firma albo uczestnik z własnego budżetu. Przy wydarzeniach na zaproszenie potrzebujesz innej formy zobowiązania, bo nie ma płatności, którą da się zmierzyć.
Zwrócić pieniądze, podziękować kupującym i zapytać ich, co zmienić. Ta grupa zapłaciła za pomysł, więc jej odpowiedzi ważą więcej od ankiety wysłanej do całej bazy.
Źródła: Adam Sawicki, „Krzysztof Bartnik (Imker): Bez marki osobistej i listy mailingowej nie zarobisz na self-publishingu”, rebiznes.pl, 2023; Eric Ries, „The Lean Startup”, 2011; Kickstarter, kampania „Pebble: E-Paper Watch for iPhone and Android”, 2012; Eventbrite, „How Charging for Some Tickets Can Reduce No-Shows at Free Events”, 2018; Eventbrite, „75+ Eventbrite Event Statistics”, 2024, za raportem Music and Nightlife Event Trends Report 2024; Bizzabo, Virtual Event Benchmarks, 2021; ustawa z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta, art. 38 ust. 1 pkt 12; NBC News i NPR, relacje z wyroku w sprawie Fyre Festival, październik 2018.

16 lipca 2025 roku na stadionie Gillette w Foxborough kamera na koncercie Coldplay pokazała na telebimie parę z widowni. Kobieta zasłoniła twarz, mężczyzna uciekł z kadru, a Chris Martin rzucił ze sceny, że albo mają romans, albo są bardzo nieśmiali. Parą okazali się prezes firmy Astronomer Andy Byron i szefowa działu personalnego tej samej firmy, Kristin Cabot. Nagranie jednej z uczestniczek koncertu zebrało na TikToku według Express Tribune blisko 125 milionów wyświetleń, a w ciągu dziesięciu dni oboje odeszli z firmy.
Tamtego wieczoru nikt nie złamał scenariusza. Kiss cam był stałym punktem trasy, kamera robiła to samo co na poprzednich koncertach, i dlatego ta historia dotyczy każdego, kto na swoim evencie kieruje obiektyw na widownię. Jacek Kotarbiński opisał ją kilka dni później na swoim blogu w tekście „Przypał roku, czyli trzeba było uważać”, zwracając uwagę na technologię jako formę rozliczalności.
Najważniejsze tezy: na wydarzeniu firmowym wizerunek uczestnika podlega jednocześnie prawu autorskiemu, kodeksowi cywilnemu i RODO, a jedna zgoda zebrana przy rejestracji nie musi obejmować sytuacji, w których kamera trafia na konkretną osobę.
Punktem wyjścia jest art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby, która jest na nim przedstawiona. Zezwolenie nie jest potrzebne, gdy osoba otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie i nie zastrzegła inaczej, gdy jest osobą powszechnie znaną sfotografowaną w związku z pełnioną funkcją publiczną albo gdy stanowi jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza.
Wizerunek należy też do dóbr osobistych wymienionych w art. 23 kodeksu cywilnego. Osoba, której wizerunek naruszono, może na podstawie art. 24 żądać zaniechania działania, usunięcia jego skutków, a także zadośćuczynienia albo zapłaty na cel społeczny. Trzecią warstwą jest RODO: wizerunek pozwalający zidentyfikować osobę to dana osobowa, więc organizator potrzebuje podstawy przetwarzania, w praktyce eventowej zgody z art. 6 ust. 1 lit. a albo prawnie uzasadnionego interesu z lit. f, i musi spełnić obowiązek informacyjny z art. 13.
Nie jestem prawnikiem i ten tekst nie zastępuje porady prawnej. Opisuję, jak te przepisy przekładają się na decyzje producenta wydarzenia, a konkretne zapisy regulaminu i klauzul uzgodnij z prawnikiem od ochrony danych.
Sądy czytają wyjątek z art. 81 ust. 2 pkt 2 wąsko. Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 19 grudnia 2001 roku (I ACa 957/01) wskazał, że wyjątek działa wtedy, gdy głównym przedmiotem zdjęcia jest miejsce lub wydarzenie, a osoba pozostaje w tle. Wrocławski sąd apelacyjny w 2014 roku (I ACa 1452/13) dodał test praktyczny: wizerunek musi być elementem przypadkowym, którego usunięcie nie zmieniłoby tematu i charakteru ujęcia.
Zdjęcie sali z 300 osobami słuchającymi panelu mieści się w wyjątku. Zbliżenie na dwie osoby na telebimie, z komentarzem prowadzącego, już nie, bo w tym kadrze one stają się tematem. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 2018 roku (V ACa 484/17), cytowanym przez serwis Fotoprawo, wskazał też, że udział w imprezie publicznej oznacza zgodę na publikację wizerunku wyłącznie w związku z tą imprezą.
Dla producenta płynie z tego prosta reguła. Kadr ogólny sali, sceny i stref networkingu zwykle mieści się w wyjątku, zwłaszcza gdy regulamin i oznaczenia przy wejściu informują o rejestracji. Każde ujęcie, w którym konkretna osoba jest tematem, wymaga zgody tej osoby, zebranej świadomie i przed publikacją.
Na imprezie firmowej dochodzi relacja podporządkowania. Art. 22¹a kodeksu pracy, obowiązujący od 2019 roku, pozwala przetwarzać dane pracownika na podstawie jego zgody, ale brak zgody albo jej wycofanie nie może prowadzić do niekorzystnego traktowania. UODO w poradniku „Ochrona danych osobowych w miejscu pracy” z 2018 roku napisał wprost, że publikacja wizerunku pracownika na stronie internetowej wymaga jego dobrowolnej zgody.
W praktyce oznacza to formularz zgody, który pracownik może zostawić pustym bez tłumaczenia się, i sposób oznaczenia osób bez zgody na miejscu, na przykład kolorową smycz albo naklejkę na identyfikatorze. Fotograf i realizator dostają tę informację na odprawie przed wydarzeniem. Temat wraca przy każdym filmie z eventu, bo materiał z udziałem pracowników żyje w kanałach firmy długo po wydarzeniu.
Kamera, która szuka reakcji publiczności, jest częstym elementem realizacji konferencji, gal i imprez firmowych. Poniżej cztery zasady, które warto spisać z realizatorem i prowadzącym przed próbą techniczną.
Plan ogólny pokazuje salę, grupę albo reakcję widowni jako całość. Zbliżenie na jedną osobę realizator robi wtedy, gdy ta osoba występuje, zadaje pytanie do mikrofonu albo wcześniej zgodziła się na udział w takiej zabawie.
Zakaz: nie wyświetlaj na telebimie zbliżeń przypadkowych osób z widowni. Na koncercie Coldplay wystarczyło kilka sekund takiego kadru.
Komentarz ze sceny zamienia ujęcie w treść. W Foxborough samo ujęcie trwało krótko, a zdanie Chrisa Martina nadało mu interpretację, którą potem powtórzyły media na całym świecie.
Zakaz: nie żartuj z osób pokazanych na ekranie, ich relacji ani wyglądu. Żart w sali trwa sekundę, a w nagraniu z telefonu zostaje w sieci.
Strefa bez kamery to wyraźnie oznaczony fragment sali albo kilka rzędów, w których realizator nie kadruje ludzi. Przy wejściu uczestnik dowiaduje się, gdzie usiąść, jeśli nie chce trafić na ekran.
Zakaz: nie chowaj informacji o nagrywaniu w regulaminie na kilkanaście stron. Po incydencie w Foxborough Chris Martin na koncercie w Hull w sierpniu 2025 roku uprzedzał publiczność ze sceny, że kto nie jest gotów trafić do międzynarodowych wiadomości, powinien się schylić.
Spisana procedura odpowiada na trzy pytania: kto może przerwać wyświetlanie obrazu, kto decyduje o usunięciu materiału z nagrania i kanałów wydarzenia oraz kto kontaktuje się z osobą, której sytuacja dotyczy. Szerzej o planie awaryjnym pisałem w tekście o kryzysach na eventach.
Zakaz: nie publikuj w trakcie wydarzenia materiału z widowni w jego mediach społecznościowych bez akceptacji osoby odpowiedzialnej za procedurę. Nagrania uczestników i tak krążą własnym obiegiem, ale kanał organizatora nie powinien ich wzmacniać.
Przygotowujesz konferencję albo galę z realizacją na żywo i chcesz spisać zasady dla kamery przed próbą techniczną? Umów konsultację 1:1 i przejdziemy razem przez scenariusz realizacji.
Astronomer odpowiedział 25 lipca 2025 roku nagraniem z Gwyneth Paltrow jako „bardzo tymczasową rzeczniczką”, która z przymrużeniem oka dziękowała za nagłe zainteresowanie automatyzacją przepływu danych. Firma potraktowała rozgłos jako okazję do opowiedzenia o produkcie. Organizator eventu takiego wyjścia nie ma, bo pytanie po incydencie dotyczy tego, jak potraktował własnych gości. Jak budować reputację, zanim przyjdzie kryzys, opisałem w tekście o reputacji firmy przed kryzysem.
Zapytaj realizatora na próbie technicznej, co zrobi, gdy osoba pokazana na ekranie zasłoni twarz. Odpowiedź „przejdę na kolejną osobę” oznacza, że zasad nie ma. Właściwa reakcja to natychmiastowe przejście na plan ogólny i brak tego ujęcia w materiałach po wydarzeniu.
Przed najbliższym wydarzeniem przeczytaj swój regulamin tak, jak przeczyta go uczestnik złapany przez kamerę. Jeśli nie znajdzie w nim sposobu na uniknięcie ekranu, zasady trzeba dopisać.
Na zdjęcia, na których konkretna osoba jest tematem ujęcia, co do zasady tak, zgodnie z art. 81 ust. 1 prawa autorskiego. Zdjęcia tłumu, w których uczestnik jest jedynie szczegółem całości, mogą mieścić się w wyjątku z art. 81 ust. 2 pkt 2.
Informacja w regulaminie realizuje obowiązek informacyjny, ale nie zastępuje zgody na zbliżenia i publikacje, w których konkretna osoba gra główną rolę. Zgoda w rozumieniu RODO musi być dobrowolna, a jej wycofanie ma być tak samo łatwe jak udzielenie, zgodnie z art. 7 ust. 3.
Nie może uzależniać od niej niczego. Art. 22¹a kodeksu pracy stanowi, że brak zgody albo jej wycofanie nie mogą być podstawą niekorzystnego traktowania pracownika.
Usunąć je z kanałów organizatora i potwierdzić to uczestnikowi bez zwłoki. Osoba, która wycofała zgodę, ma do tego prawo na podstawie RODO, a przy naruszeniu dóbr osobistych może też żądać usunięcia skutków na podstawie art. 24 kodeksu cywilnego.
Kiss cam to segment na koncertach i meczach, w którym kamera pokazuje na telebimie parę z widowni, a publiczność czeka na pocałunek. Na trasie Coldplay był częścią utworu „Jumbotron Song”, podczas którego w lipcu 2025 roku doszło do incydentu z udziałem szefów Astronomera.
Źródła: ustawa z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 81; Kodeks cywilny, art. 23 i 24; Kodeks pracy, art. 22¹a; rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 (RODO), art. 6, 7 i 13; UODO, „Ochrona danych osobowych w miejscu pracy. Poradnik dla pracodawców”, 2018; wyroki Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 19 grudnia 2001 r., I ACa 957/01, Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 30 stycznia 2014 r., I ACa 1452/13, i Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 4 lipca 2018 r., V ACa 484/17; Boston Globe, relacje z 25 lipca 2025; NBC News, 2025; Complex, 2025; Express Tribune, 22 lipca 2025; TechCrunch i CNN, 26 lipca 2025; Jacek Kotarbiński, „Przypał roku, czyli trzeba było uważać”, 20 lipca 2025.

Najważniejsze tezy: wydarzenie rzadko jest pierwszym kontaktem klienta B2B z firmą i bardzo rzadko ostatnim, a mimo to rozlicza się je tak, jakby było jedynym. Dopóki raport z konferencji liczy leady z jednego dnia, a nie wpływ na decyzję zapadającą przez kilka miesięcy, każde wydarzenie wypada gorzej, niż zadziałało naprawdę.
- Kupujący w B2B kontaktuje się z dostawcą, mając za sobą większą część ścieżki i gotową krótką listę.
- Decyzję podejmuje grupa kilku do kilkunastu osób, a wydarzenie spotyka zwykle tylko część z nich.
- Wydarzenie jest jednym z około dziesięciu kanałów, z których korzysta kupujący.
- Miejsce wydarzenia w ścieżce decyduje o tym, co w ogóle da się zmierzyć.
Handlowiec wraca z targów z czterdziestoma wizytówkami. Po trzech miesiącach dwie firmy z tej listy podpisują umowy. Raport z targów pokazuje dwie konwersje i koszt wystawienia podzielony przez dwa. Nikt nie odnotowuje, że jedna z tych firm poznała markę na webinarze rok wcześniej, a druga zdecydowała się dopiero po rozmowie z klientem, którego handlowiec spotkał na tym samym stoisku.
Targi dostają albo całą zasługę, albo żadną. Obie wersje są fałszywe, bo zakładają, że decyzja zapadła w jednym miejscu.
Ścieżka zakupowa w B2B, czyli customer journey, zaczyna się dużo wcześniej niż pierwsza rozmowa z dostawcą. Dane z ostatnich lat są w tej sprawie zgodne.
Raport 6sense Buyer Experience Report z 2025 roku, oparty na odpowiedziach blisko czterech tysięcy kupujących, pokazał, że pierwszy kontakt z dostawcą następuje średnio po przejściu około 61 procent ścieżki zakupowej. W 79 procentach przypadków inicjatywę podejmuje kupujący, nie sprzedawca. A 94 procent grup zakupowych miało już uszeregowaną listę preferowanych dostawców, zanim ktokolwiek z nich zadzwonił.
Gartner od kilku lat mierzy tę samą zmianę od innej strony. W badaniu przeprowadzonym na 646 kupujących w sierpniu i wrześniu 2025 roku 67 procent zadeklarowało, że woli przejść cały proces zakupu bez kontaktu z handlowcem. Rok wcześniej było to 61 procent.
Dla wydarzeń wniosek jest praktyczny. Większość tego, co decyduje o wyborze, dzieje się poza zasięgiem sprzedaży: w wyszukiwarce, w rozmowach z innymi klientami, w treściach, na wystąpieniach branżowych. Wydarzenie jest jednym z nielicznych miejsc, w których firma pojawia się w tej niewidocznej części ścieżki osobiście.
Drugi problem jest mniej oczywisty. W B2B nie kupuje jeden człowiek.
Gartner w badaniu cyfrowych kupujących z 2017 roku, przeprowadzonym na 750 osobach, podał, że typowa grupa zakupowa liczy od sześciu do dziesięciu decydentów. Nowsze dane są wyższe. Forrester w raporcie „The State Of Business Buying, 2026" mówi o trzynastu osobach wewnątrz firmy i dziewięciu zewnętrznych doradcach zaangażowanych w typowy zakup. Gartner w badaniu z 2025 roku na 632 kupujących dodał jeszcze jedną liczbę: w 74 procentach zespołów zakupowych pojawia się konflikt, który szkodzi procesowi decyzyjnemu.
Na konferencję przyjeżdża zwykle jedna, czasem dwie osoby z takiej grupy. Wydarzenie może więc zbudować przekonanie u osoby, która później musi przekonać pozostałych dwanaście. Jeżeli nie dostanie niczego, co da się przekazać dalej, całe spotkanie kończy się na poziomie jej prywatnego wrażenia.
Z mojej praktyki: to jest najczęściej pomijany element projektowania wydarzeń B2B. Program dopracowany pod uczestnika na sali, zero materiału dla osób, które decydują, a na salę nie przyszły.
Naprawa jest prosta i tania. Uczestnik powinien wyjść z wydarzenia z czymś, co da się przekazać dalej bez jego komentarza: jednostronicowym podsumowaniem problemu i rozwiązania, jednym przypadkiem z liczbami z podobnej firmy, kalkulatorem albo listą pytań do zadania innym dostawcom. Materiał ma działać na spotkaniu, na którym organizatora wydarzenia nie będzie. Materiał, który nie przetrwa przekazania mailem osobie z działu finansów, nie spełnia swojej roli.
McKinsey w badaniu B2B Pulse z 2024 roku, przeprowadzonym na blisko czterech tysiącach decydentów w trzynastu krajach, policzył, że kupujący w B2B korzystają średnio z dziesięciu kanałów kontaktu z dostawcą. W 2016 roku było ich pięć.
Ten sam raport opisuje zasadę trzech części: na dowolnym etapie ścieżki mniej więcej jedna trzecia kupujących woli kontakt osobisty, jedna trzecia zdalny, jedna trzecia samoobsługę cyfrową. Przy nowych dostawcach 41 procent kupujących woli kontakt osobisty.
Czytam to tak. Wydarzenie ma w ścieżce zakupowej B2B realną rolę, zwłaszcza przy pierwszym kontakcie z nową firmą. Ale jest jednym z dziesięciu miejsc, w których kupujący zbiera informacje, i rozliczanie go tak, jakby zrobiło całą robotę samo, prowadzi do błędnych decyzji budżetowych w obie strony.
Z atrybucji. Narzędzia do śledzenia sprzedaży widzą to, co da się zapisać: formularz, zeskanowany identyfikator, klik w link. Nie widzą rozmowy w kuluarach, poleceń na zamkniętej grupie, wystąpienia obejrzanego pół roku temu.
Ta niewidoczna część ścieżki doczekała się w marketingu własnej nazwy. Termin dark funnel spopularyzowali około 2020 i 2021 roku firma 6sense oraz Chris Walker z Refine Labs. Opisuje wszystko, co wpływa na decyzję, a nie zostawia śladu w systemie.
Wydarzenia mieszczą się w tej strefie niemal w całości. Najwartościowsza część targów, konferencji czy spotkania z klientami to rozmowy, których żaden skaner nie zarejestruje. Dlatego raport liczący wyłącznie zeskanowane kontakty z jednego dnia systematycznie zaniża wartość wydarzenia, a w kolejnym budżecie pozycja eventowa jest pierwsza do cięcia.
Rozwiązaniem jest wiedzieć przed wydarzeniem, w którym miejscu ścieżki ma ono pracować. Od tego zależy, co w ogóle ma sens mierzyć.
Wydarzenie buduje rozpoznawalność u osób, które jeszcze nie szukają dostawcy. Konferencja branżowa, wystąpienie, własne spotkanie eksperckie. Tu nie ma sensu liczyć leadów z jednego dnia. Sens ma pytanie, czy w ciągu kolejnych miesięcy nazwa firmy pojawia się częściej w zapytaniach i w źródłach, na które powołują się nowi klienci przy pierwszej rozmowie.
Da się to śledzić prostymi sygnałami pośrednimi: liczbą wyszukań nazwy firmy w kolejnych tygodniach, liczbą wejść bezpośrednich na stronę z miast i branż obecnych na wydarzeniu, liczbą zapytań, w których klient sam wspomina konferencję. Żaden z tych sygnałów nie udowodni związku przyczynowego. Razem pokazują jednak kierunek, którego raport z zeskanowanych identyfikatorów nie pokaże w ogóle.
Wydarzenie pomaga grupie zakupowej porównać dostawców. Pokaz produktu, spotkanie z obecnymi klientami, wizyta w firmie. Tu mierzy się przejście z listy do rozmów ofertowych i czas, jaki upływa od wydarzenia do decyzji. Istotne jest też to, czy uczestnik dostał materiał, który może przekazać pozostałym członkom grupy.
Wydarzenie wzmacnia relację z klientem, który już kupił. Spotkanie dla klientów, szkolenie wdrożeniowe, kolacja dla najważniejszych kont. Tu mierzy się rozszerzenie współpracy, odnowienia i polecenia. Tego etapu najczęściej nie traktuje się jako części ścieżki, choć w B2B to on przynosi kolejne kontrakty.
O tym, jak nie zgubić kontaktów w pierwszych godzinach po targach, pisałem w tekście o follow-upie po targach. Warstwę doświadczenia na miejscu, czyli to, co uczestnik przeżywa w trakcie samego wydarzenia, opisałem w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.
Pierwsza zmiana: przed wydarzeniem zapisz, w którym z trzech miejsc ścieżki ma ono pracować. Jedno wydarzenie może obsługiwać dwa, ale rzadko wszystkie trzy naraz.
Druga zmiana: dopasuj okno pomiaru do cyklu zakupowego. Raport 6sense z 2024 roku podawał średni cykl zakupowy w B2B na poziomie 11,3 miesiąca. Rozliczanie wydarzenia po trzech tygodniach mierzy więc wyłącznie decyzje, które i tak zapadłyby niedługo.
Trzecia zmiana: przy każdej nowej umowie zapytaj klienta, gdzie po raz pierwszy zetknął się z firmą i co przesądziło o wyborze. Jedno pytanie w rozmowie wdrożeniowej odsłania rzeczy, których system atrybucji nie zobaczy.
Te trzy zmiany nie wymagają nowego narzędzia. Wymagają decyzji, że wydarzenie ocenia się w kontekście całej ścieżki, a nie jednego dnia. Dlaczego ta decyzja musi zapaść na poziomie zarządu, opisałem w tekście o tym, czego zarząd oczekuje od wydarzeń.
Chcecie ustalić, w którym miejscu ścieżki zakupowej wasze wydarzenia pracują najlepiej, i dopasować do tego pomiar? Umów konsultację 1:1 i rozpiszmy to na waszym kalendarzu wydarzeń.
To ścieżka, którą przechodzi firma od uświadomienia sobie potrzeby do zakupu i dalej do współpracy. W B2B obejmuje grupę kilku do kilkunastu decydentów i trwa średnio kilka do kilkunastu miesięcy, a jej większa część odbywa się bez kontaktu z dostawcą.
Według raportu 6sense z 2025 roku średnio po przejściu około 61 procent ścieżki zakupowej. W 94 procentach przypadków grupa zakupowa ma już wtedy uszeregowaną listę preferowanych dostawców.
Są jednym z około dziesięciu kanałów, z których korzysta kupujący, według badania McKinsey z 2024 roku. Szczególnie liczą się przy pierwszym kontakcie z nowym dostawcą, bo 41 procent kupujących woli wtedy kontakt osobisty.
Bo najcenniejsza część wydarzenia to rozmowy, które nie zostawiają śladu w systemach sprzedaży. Tę niewidoczną część ścieżki nazywa się dark funnel. Raport liczący tylko zeskanowane kontakty z jednego dnia systematycznie zaniża wartość wydarzenia.
Gartner w 2017 roku podawał od sześciu do dziesięciu decydentów. Forrester w raporcie z 2026 roku mówi o trzynastu osobach wewnątrz firmy i dziewięciu zewnętrznych doradcach. Na wydarzenie trafia zwykle jedna lub dwie z nich.
Tak długo, jak trwa typowy cykl zakupowy w twojej branży. Raport 6sense z 2024 roku podawał średnio 11,3 miesiąca. Pomiar po trzech tygodniach widzi wyłącznie decyzje, które i tak były blisko.
Źródła: 6sense, „Buyer Experience Report", 2024 i 2025; Gartner, badanie cyfrowych kupujących B2B, 2017; Gartner, badania sprzedażowe z 2025 i 2026 roku; Forrester, „The State Of Business Buying, 2026"; McKinsey, „B2B Pulse", 2024.
Nie wiesz od czego zacząć?
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.