📣 Książka dla event managerów już dostępna!
Cześć, jestem Piotr i mam pytanie:

Czy Twój marketing jest skuteczny?

Zadaję je od 12 lat i okazuje się, że marketing B2B wielu firm jest prowadzony ,,na czuja”, bez danych, strategii i oczywiście... bez efektu.

Pomogę Ci poukładać procesy, rozwinąć zespół, stworzyć odważne kampanie oraz eventy, które nie tylko wyróżnią Twoją firmę, ale także zbudują długotrwałe relacje z klientami.

Piotr Kalewski

Jak mogę Ci dziś pomóc?

konsultacje eventowe

Konsultacje 1:1

Masz konkretny problem, który chcesz rozwiązać lub potrzebujesz indywidualnego doradztwa? Spotkajmy się jeden na jeden.
konsultacje eventowe

Konsultacje 1:1

Masz konkretny problem, który chcesz rozwiązać lub potrzebujesz indywidualnego doradztwa? Spotkajmy się jeden na jeden.

Możemy omówić następujące obszary:

  • Audyt obecnej sytuacji
  • Praca nad konkretnym wyzwaniem
  • Sesja kreatywna lub strategiczna

Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.

Cena:

250 zł netto / 60 min
850 zł netto / pakiet 4x60 min

organizacja eventu

Strategia marketingowa

Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.
organizacja eventu

Strategia marketingowa

Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.

Co możemy wypracować:

  • Plan od koncepcji po realizację
  • Strategia, budżetowanie, harmonogram
  • Lokalizacja i scenografia
  • Koordynacja podwykonawców
  • Produkcja sceniczna i realizacja
  • Transport i logistyka
  • Praca nad konkretnym wyzwaniem
  • Sesja kreatywna lub strategiczna

Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.

Cena:

wycena indywidualna

szkolenia i kursy

Szkolenia / Kursy

Twój zespół potrzebuje nowych kompetencji? Praktyczne warsztaty, które rozwiną ich umiejętności, dopasowane do potrzeb Waszej firmy.
szkolenia i kursy

Szkolenia / Kursy

Twój zespół potrzebuje nowych kompetencji? Praktyczne warsztaty, które rozwiną ich umiejętności, dopasowane do potrzeb Waszej firmy.

Szkolenia dostosowane do potrzeb:

· Zespół 3-8 os

· Online / offline

· Interaktywne ćwiczenia

· Case studies i przykłady

· Gotowe narzędzia do wdrożenia

Cena:
3000 zł netto / dzień szkoleniowy

organizacja eventu

Organizacja Eventu

Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.
organizacja eventu

Organizacja Eventu

Chcesz zorganizować wydarzenie, które zrealizuje Twoje cele biznesowe? Pomogę zaplanować i zrealizować Wasz event.

Co możemy wypracować:

  • Plan od koncepcji po realizację
  • Strategia, budżetowanie, harmonogram
  • Lokalizacja i scenografia
  • Koordynacja podwykonawców
  • Produkcja sceniczna i realizacja
  • Transport i logistyka
  • Praca nad konkretnym wyzwaniem
  • Sesja kreatywna lub strategiczna

Po spotkaniu otrzymasz podsumowanie.

Cena:

wycena indywidualna

konferansjer, prelegent i host na Twoim evencie

Wystąpienia publiczne

Potrzebujesz dynamicznego i merytorycznego prelegenta na swoje wydarzenie?
konferansjer, prelegent i host na Twoim evencie

Wystąpienia publiczne

Potrzebujesz dynamicznego i merytorycznego prelegenta na swoje wydarzenie?


Zapraszam do współpracy:
· Prelekcje i panele eksperckie
· Moderacja dyskusji i debat
· Warsztaty i szkolenia podczas konferencji
· Prowadzenie wydarzeń jako konferansjer lub host

Dodatkowo: pomogę w stworzeniu scenariusza scenicznego
czy przygotowaniu zespołu do wystąpienia na scenie.

Cena:

2000–3000 zł netto

Masz inny pomysł?

Pokaż więcej

Nie musisz mi wierzyć na słowo, 
- sprawdź jak ocenią współpracę klienci!   

Piotrek to prawdziwy ekspert w dziedzinie marketingu B2B, strategii i organizacji eventów. Wspólnie realizowaliśmy kilka projektów, które dzięki jego zaangażowaniu i przemyślanej strategii zakończyły się sukcesem. Jego energia i entuzjazm potrafią pozytywnie zainspirować cały zespół. Polecam współpracę z Piotrem każdemu, kto szuka partnera z doświadczeniem i wizją
Krzysztof Wojtkowiak - CEO Crispy Clicks
Krzysztof Wojtkowiak
CEO Crispy Clicks
Wyjątkowa kreatywność to pierwsze słowa, które przychodzą na myśl o współpracy z Piotrem. Jest to osoba o dużej wiedzy, doświadczeniu i bardzo wysokich umiejętnościach komunikacyjnych, które robią wrażenie. Od pierwszego spotkania czuć, że strategia budowania wizerunku brandu, komunikacja marki i event marketing to jego żywioły.
Piotr Wiśniewski - Team Leader SamoSEO
Piotr Wiśniewski
Team Leader | SamoSEO
Miałam przyjemność pracować z Piotrem przy okazji cyklu eventów. Powiedzieć, że był ich gospodarzem to nic nie powiedzieć! Piotr ma niesamowitą moc zjednywania sobie ludzi. Jednocześnie bawi się z grupą i panuje nad sytuacją w sposób, który pozwala utrzymać w ryzach plan eventu. Szalenie kreatywny, zarażający energią i dobrym humorem.
Agnieszka Reda - Koordynator projektów marketingu operacyjnego MAPEI Polska
Agnieszka Reda
Koordynator marketingu | MAPEI
Współpraca z Piotrem to wyjątkowa wyprawa przez krainę kreatywności. Jego zdolność do dostrzegania nietypowych rozwiązań z pewnością pomogą wyróżnić Twoją markę na rynku i przyciągnąć nowe grupy odbiorców Piotr w pełni rozumie znaczenie spójnej i autentycznej komunikacji, a także długoterminowych celów w budowaniu marki. Cieszę się, że mam okazję z nim współpracować.
Jewgienij Walczykowski - właściciel WiraColl, Creative Problem Solving
Jewgienij Walczykowski
Właściciel WiraColl
Miałam przyjemność ponownie współpracować z Piotrem Kalewskim przy organizacji naszych eventów firmowych. Z całego serca mogę go polecić ! Piotr idealnie potrafi odegrać każdą rolę a co za tym idzie idealnie wczuwa się w klimat imprezy. Oprócz tego, że jest świetny w tym co robi jest też mega pozytywnym człowiekiem a współpraca z nim to sama przyjemność ! Ogromna polecajka ! :)
Marcelina Nowak - Administration Specialist w Parker Hannifin ESSC
Marcelina Nowak
Administration Specialist
Pracowałam z Piotrem przy organizacji mniejszych, jak i większych wydarzeń dla pracowników. Piotr jest osobą bardzo dynamiczną i zaangażowaną w to, co robi. Jego profesjonalizm był widoczny na każdym etapie realizacji - ze wszystkich byłam bardzo zadowolona. Polecam!
Klaudia Marciniak - Koordynator rekrutacji w WeNet
Klaudia Marciniak
Koordynator rekrutacji | WeNet
Profesjonalny, reaktywny i kreatywny. Gotowy na każde wyzwanie, aby na końcu zobaczyć zadowolenie klienta. Współpraca z Piotrem to była czysta przyjemność, zdecydowanie polecam!
Hanna Nowakowska - Corporate Governance Manager w PGZ
Hanna Nowakowska
Corporate Governance Manager | PGZ Stocznia Wojenna
Piotr, to prawdziwy eventowiec z powołania, chodząca kopalnia pomysłów i entuzjazmu. Zawsze zaangażowany w to co robi i wnosi dużo oryginalności do pracy co w dzisiejszych czasach, jest dużym atutem.
Sebastian Gołodoliński - Dyrektor sprzedaży i marketingu w Hotel Ossa
Sebastian Gołodoliński
Dyrektor sprzedaży i marketingu | Hotel Ossa
Piotr to niezwykła energia, kreatywność i relacyjność. Prowadząc eventy wciąga publiczność całą swoją osobą. Serdecznie polecam współpracę z nim i dziękuję:)
Ligia Szulc - Head of Communications and Marketing | PEKABEX | Grupa WPIP
Ligia Szulc
Head of Communications | Grupa WPIP
Widok ebooka na tablecie
📋 Wszystkie check-listy, których potrzebujesz
💡 Sekrety, o których nikt Ci nie powie
🤝 Jak ogarnąć chaos i ludzi wokół
⚡ Real-life case studies z happy endem
💰 Jak nie zbankrutować na pierwszym evencie
🤝 Jak radzić sobie z trudnymi klientami
PIERWSZA TAKA KSIĄŻKA NA POLSKIM RYNKU!

Mam coś dla Ciebie!
Must-have każdego
Event Managera.

Książka zawiera wszystko, czego sam szukałem zaczynając pracę w branży eventowej. Sprawdzone procesy, narzędzia i wskazówki, które oszczędzą Ci nauki na własnych błędach.
Ten przewodnik pokaże Ci krok po kroku, jak stać się skutecznym event managerem.

Czy wiesz dlaczego 70% młodych Event Managerów
wypala się w pierwszym roku?

Wydarzenia

Przegląd najciekawszych wydarzeń branżowych - konferencje, szkolenia
i warsztaty, na których trzeba być! Zobacz, gdzie możesz posłuchać o marketingu B2B, zaczerpnąć inspiracji do swoich działań i networkingować.

Plakat Brand Jungle 2025 – konferencja o budowaniu marki, scena wydarzenia w Teatrze Nowym w Słupsku
Brand Jungle 2025 - konferencja o markach
29/5/2025
Słupsk

Brand Jungle to wydarzenie, które inspiruje do myślenia strategicznego o marce.

PROMO SHOW 2025 – Międzynarodowe Targi Reklamy i Druku | B2B, Marketing i Poligrafia Reklamowa
PROMO SHOW 2025
29/1/2025
Warszawa | EXPO XXI

Spotkajmy się po raz kolejny na Międzynarodowych Targach Reklamy i Druku!

MegaTrendy Eventowe 2025
MegaTrendy Eventowe 2025
14/1/2025

Sprawdź trendy i praktyki eventowe, które zdominują 2025 rok.

Dzielę się praktyczną wiedzą – zupełnie za darmo!

Materiały warte Twojego kliknięcia
→ Zobacz najnowsze artykuły

BLOG dla tych, którzy
wolą działać niż gadać

Konkretna wiedza z marketingu B2B i event marketingu. 

Bez lania wody, za to z instrukcją "jak to zrobić".  

Bo teoria bez praktyki jest bezużyteczna.

Spotkanie zespołu w firmie podczas rozmowy o programie dla pracowników
Event Marketing
Z tego artykułu dowiesz się: czym EVP różni się od zestawu przymiotników z warsztatu, jaki jeden test pokazuje, czy Wasze EVP istnieje naprawdę, jak przełożyć każdy jego element na konkretne wydarzenie lub program i jak zbudować z niego roczny kalendarz działań dla pracowników.

W skrócie: EVP działa wtedy, gdy dla każdego jego elementu potrafisz wskazać moment w roku, w którym pracownik tego doświadcza. Jeżeli takiego momentu nie ma, obietnica jest deklaracją, a ludzie to wyczuwają szybciej niż dział HR. Traktuj EVP jak brief dla kalendarza wydarzeń pracowniczych, nie jak materiał dla grafika.

Employee value proposition powstaje zwykle tak samo: warsztat z zarządem, kilka godzin dyskusji, na wyjściu cztery albo pięć haseł. Rozwój. Współpraca. Wpływ. Elastyczność. Potem grafik ubiera to w layout, HR wrzuca do ogłoszeń rekrutacyjnych i na stronę kariery, a zarząd odhacza temat.

Rok później ktoś pyta, dlaczego kandydaci nie widzą różnicy między nami a konkurencją.

Dlaczego większość EVP nie działa?

Bo powstaje jako komunikat, a miało powstać jako obietnica. Różnica jest praktyczna: komunikat wystarczy ładnie sformułować, obietnicę trzeba spełnić w konkretnym momencie i w sposób, który człowiek zapamięta.

Dochodzi drugi problem. Większość zestawów EVP w polskich firmach jest wymienna. Zasłoń logo i nie odróżnisz producenta okien od software house'u, bo obie firmy obiecują rozwój, dobrą atmosferę i realny wpływ. Obietnica, która pasuje do każdego, nie przyciąga nikogo.

To ten sam mechanizm, który opisałem przy wartościach firmowych: deklaracja bez doświadczenia buduje cynizm, nie zaangażowanie. EVP jest tego szczególnym przypadkiem, bo dotyczy nie tylko obecnych pracowników, ale też kandydatów, którzy weryfikują obietnicę w pierwszym miesiącu pracy.

Jak sprawdzić, czy Wasze EVP istnieje naprawdę?

Jest test, który zajmuje kwadrans i nie wymaga budżetu. Wypisz elementy swojego EVP w kolumnie, a obok każdego wpisz moment z ostatnich dwunastu miesięcy, w którym przeciętny pracownik tego doświadczył. Nie „mamy taką wartość", tylko konkretne wydarzenie, sytuację albo decyzję, którą da się opowiedzieć.

Trzy możliwe wyniki

  • Pusta rubryka. Obietnica bez pokrycia. Najgorszy wariant, bo aktywnie szkodzi: ludzie widzą hasło na ścianie i codziennie porównują je z rzeczywistością.
  • Wpis ogólny. „Mamy szkolenia", „działa u nas polityka elastycznego czasu pracy". Element istnieje jako proces, ale nie ma momentu, który ktoś by zapamiętał.
  • Konkretna scena. Data, sytuacja, ludzie. Tylko ten wynik oznacza, że obietnica żyje.

W większości firm, z którymi rozmawiam, dwa z czterech elementów mają pustą rubrykę, a jeden wpis ogólny. To nie jest powód do wstydu, tylko punkt startu: wiadomo, czym zająć się najpierw.

Jak przełożyć elementy EVP na konkretne działania?

Każdy element potrzebuje własnego nośnika: wydarzenia, programu albo zmiany w procesie, którą ludzie odczują. Poniżej cztery najczęstsze obietnice i to, co realnie je udowadnia.

Rozwój

Dowodem nie jest budżet szkoleniowy, tylko widoczność efektu. Wewnętrzny format, w którym pracownicy uczą innych tego, co sami umieją, robi więcej niż katalog kursów. Osoba prowadząca dostaje uznanie, reszta wiedzę, a firma materiał, który może pokazać kandydatom.

Wpływ i sprawczość

Obietnica wpływu jest pusta, dopóki nie ma miejsca, w którym pomysł pracownika staje się decyzją. Program oddolnych inicjatyw z jasnym trybem rozpatrywania i publiczną informacją, co weszło w życie, dowodzi tego lepiej niż każda ankieta.

Współpraca i relacje

Tu nośnikiem jest wydarzenie, ale nie dowolne. Musi mieć mechanikę, w której ludzie z różnych działów coś razem osiągają, a nie wspólnie oglądają. Różnicę rozpisałem w tekście o atrakcjach, które realnie integrują.

Docenienie

Najtańszy element i najczęściej zaniedbany. Wystarczy jeden format w roku, w którym firma publicznie oddaje uwagę konkretnym ludziom za konkretne rzeczy. Warunek: uznanie musi dotyczyć osób, które normalnie nie są widoczne w komunikacji wewnętrznej.

Jak zbudować z EVP kalendarz na rok?

Traktuj EVP jak brief. Każdy element dostaje przypisany moment w roku, właściciela i sposób sprawdzenia, czy zadziałał.

Cztery kroki do kalendarza

  • Przypisz momenty. Do każdego elementu jedno wydarzenie albo program w konkretnym kwartale. Cztery elementy to cztery punkty w roku, nie cztery kampanie.
  • Wybierz najsłabsze ogniwo. Zacznij od elementu z pustą rubryką, który jednocześnie najbardziej waży dla rekrutacji na kluczowe stanowiska.
  • Zaplanuj powtarzalność. Jednorazowa akcja jest anegdotą. Ten sam format powtórzony trzeci raz staje się częścią kultury i zaczyna sam się nieść.
  • Połącz z wdrożeniem. Nowa osoba powinna doświadczyć przynajmniej jednego elementu EVP w pierwszych trzydziestu dniach. Jak to ułożyć, opisałem w tekście o onboardingu nowego pracownika.

Kalendarz zbudowany w ten sposób ma jedną zaletę, której nie ma kampania wizerunkowa: da się go obronić przed zarządem, bo każda pozycja odpowiada konkretnej obietnicy złożonej kandydatom.

Co mierzyć?

Znajomość EVP wśród pracowników mierzy skuteczność komunikacji, nie siłę obietnicy. Pytaj o doświadczenie.

Cztery pytania warte zadania raz w roku

  • Podaj sytuację z ostatniego roku, w której firma dotrzymała obietnicy X. Odsetek konkretnych odpowiedzi to twój realny wynik.
  • Co powiedziałbyś znajomemu, który pyta, jak się u nas pracuje. Pierwsze zdanie jest ważniejsze niż cała reszta.
  • Ile osób poleciłoś w ostatnim roku i czy ktoś z nich został zatrudniony.
  • Który element obietnicy jest w Twojej ocenie najsłabiej dotrzymany.

Ostatnie pytanie bywa niewygodne i dlatego jest najbardziej użyteczne. Odpowiedzi zwykle pokrywają się z pustymi rubrykami z testu na początku tego tekstu.

Podsumowanie

EVP nie jest zestawem przymiotników ani zadaniem dla grafika. Jest obietnicą, która potrzebuje momentu w kalendarzu, właściciela i dowodu. Firma, która potrafi wskazać taki moment dla każdego elementu, ma EVP. Reszta ma slajd.

Zapamiętaj!

  • Dla każdego elementu EVP wskaż moment z ostatnich dwunastu miesięcy, w którym pracownik tego doświadczył.
  • Puste rubryki to lista zadań, nie powód do wstydu.
  • Obietnica pasująca do każdej firmy nie przyciąga nikogo.
  • Każdy element potrzebuje nośnika: wydarzenia, programu albo zmiany w procesie.
  • Nowa osoba powinna doświadczyć przynajmniej jednego elementu EVP w pierwszym miesiącu.

FAQ: EVP w praktyce

Ile elementów powinno mieć EVP?

Tyle, ile firma potrafi udowodnić doświadczeniem. Trzy obietnice z realnymi momentami działają lepiej niż sześć haseł, z których cztery mają pustą rubrykę.

Czym EVP różni się od wartości firmowych?

Wartości opisują, jak firma działa i czego oczekuje. EVP opisuje, co firma daje w zamian za pracę. W praktyce oba dokumenty często powtarzają te same przymiotniki, choć odpowiadają na inne pytania.

Czy EVP powinno być wypracowane z pracownikami?

Udział zespołu pomaga, bo obietnica musi mieć pokrycie w tym, co ludzie faktycznie cenią. Sam warsztat niczego jednak nie załatwia. EVP wypracowane wspólnie i pozbawione momentów jest równie martwe jak EVP ogłoszone przez zarząd.

Jak często aktualizować EVP?

Samą obietnicę rzadko, raz na kilka lat albo przy istotnej zmianie strategii. Kalendarz działać, które ją udowadniają, co roku. Częstsze zmiany haseł sprawiają, że ludzie przestają je traktować poważnie.

Czy mała firma potrzebuje EVP?

Potrzebuje odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś ma wybrać ją zamiast większego pracodawcy. To jest EVP, niezależnie od tego, czy ktoś nazwie je po angielsku. Przy małej skali odpowiedź bywa nawet łatwiejsza, bo różnice są wyraźniejsze.

Kto powinien odpowiadać za EVP w firmie?

HR za treść i pomiar, ale za dowody odpowiada cały zarząd, bo większość elementów wymaga decyzji poza działem kadr. Jeżeli EVP jest projektem wyłącznie HR, kończy się na komunikacji.

Masz EVP i nie wiesz, gdzie ma się wydarzyć? Przynieś je na konsultację: przejdziemy element po elemencie, znajdziemy puste rubryki i przypiszemy do nich konkretne momenty w roku. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

5 min czytania

EVP nie jest hasłem na slajdzie. To obietnica, którą musi dać się przeżyć

Test EVP i sposób na zamianę haseł w konkretne momenty w kalendarzu roku.
Czytaj więcej
Pracownicy podczas spotkania wewnętrznego w firmie
Event Marketing
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego pierwsze trzydzieści dni decyduje o retencji mocniej niż cała rekrutacja, czym różni się standardowy onboarding od zaprojektowanego doświadczenia, jak wygląda harmonogram pierwszego miesiąca, kiedy warto zrobić wydarzenie wdrożeniowe i co mierzyć po dziewięćdziesięciu dniach.

W skrócie: onboarding nowego pracownika przestaje działać w momencie, w którym sprowadza się do szkolenia BHP, haseł do systemów i obiadu z zespołem. Człowiek, który przez pierwszy miesiąc nie dostał roli, nie poznał nikogo spoza własnego działu i nie zobaczył firmy od środka, zostaje w niej z rozpędu, nie z decyzji. Zaprojektuj pierwsze trzydzieści dni tak, jak projektujesz wydarzenie: z celem, rólą uczestnika i pomiarem.

Rekrutacja trwała sześć tygodni, kosztowała kilkanaście tysięcy złotych i zaangażowała cztery osoby. Nowy pracownik przychodzi w poniedziałek, dostaje laptopa, hasła do trzech systemów i teczkę z regulaminem. W środę je obiad z zespołem. W piątek nikt już nie pamięta, że jest nowy.

Trzy miesiące później składa wypowiedzenie, a firma wraca do punktu wyjścia i płaci za rekrutację drugi raz. Rozpisałem tę matematykę w tekście o tym, ile realnie kosztuje rotacja. Tutaj zajmę się momentem, w którym da się jej zapobiec najtańszym kosztem.

Dlaczego pierwsze trzydzieści dni waży tyle, co cała rekrutacja?

Bo w tym okresie człowiek weryfikuje wszystko, co usłyszał na rozmowie. Każda obietnica z ogłoszenia i każde zdanie o kulturze organizacji zostaje sprawdzone na własnej skórze w ciągu kilku tygodni.

Nowa osoba jest w tym czasie wyjątkowo uważna. Zauważa rzeczy, których reszta zespołu przestała widzieć lata temu: że nikt nie wita się na korytarzu, że spotkania zaczynają się kwadrans po czasie, że przełożony mówi o współpracy i jednocześnie nie odpowiada na wiadomości. Po trzydziestu dniach ta uważność znika i człowiek adaptuje się do tego, co zastał. Albo zaczyna rozglądać się dalej.

Z perspektywy firmy to jedyny moment, w którym stosunkowo małym wysiłkiem buduje się przywiązanie. Później robi się to samo za wielokrotnie większe pieniądze, w formie podwyżek i programów retencyjnych.

Jak wygląda standardowy onboarding i czego w nim brakuje?

Typowy proces składa się z trzech elementów: szkolenie BHP, dostępy do systemów, obiad albo kawa z zespołem. To nie jest zły zestaw. To jest zestaw obsługowy, który załatwia formalności i nie załatwia niczego poza nimi.

Czego nie ma w standardowym wdrożeniu

  • Roli od pierwszego dnia. Nowa osoba przez dwa tygodnie czyta dokumenty i czeka, aż ktoś znajdzie dla niej zadanie. W tym czasie traci poczucie sensu, które przyniosła ze sobą z rozmowy rekrutacyjnej.
  • Kontaktu spoza własnego działu. Poznaje sześć osób z zespołu i nikogo więcej. Pół roku później nadal nie wie, kto pracuje piętro niżej.
  • Widoku firmy od środka. Handlowiec, który nigdy nie stał na hali produkcyjnej, sprzedaje produkt, którego nie widział w powstawaniu.
  • Kogoś, kto odpowiada za wdrożenie z imienia. „Zespół się zaopiekuje" oznacza w praktyce, że nie zaopiekuje się nikt.

W większości firm onboarding jest procesem HR, który kończy się na liście zadań do odhaczenia. Wystarczy potraktować go jak doświadczenie z zaplanowanym przebiegiem, żeby przestał być formalnością.

Jak zaprojektować onboarding jak doświadczenie?

Zasada jest ta sama co przy wydarzeniu: liczy się, co uczestnik robi, a nie co mu się opowiada. Poniżej rozkład na cztery tygodnie, który sprawdza się niezależnie od wielkości firmy.

Pierwszy tydzień: kontekst i pierwsza rola

  • Zadanie, które nowa osoba wykonuje samodzielnie w pierwszych trzech dniach i które ma widoczny efekt.
  • Spotkanie z osobą z zupełnie innego działu, umówione wcześniej, nie zostawione przypadkowi.
  • Wizyta tam, gdzie powstaje produkt albo gdzie obsługuje się klienta, niezależnie od stanowiska.

Drugi i trzeci tydzień: sieć kontaktów

  • Krótkie rozmowy z pięcioma osobami spoza zespołu, z konkretnym pytaniem do każdej.
  • Udział w spotkaniu innego działu w roli obserwatora.
  • Pierwsze zadanie wymagające współpracy z kimś, kogo nowa osoba nie zna.

Czwarty tydzień: domknięcie i informacja zwrotna

  • Rozmowa podsumowująca prowadzona przez osobę odpowiedzialną za wdrożenie, nie przez dział kadr.
  • Pytanie, które warto zadać tylko raz w życiu pracownika: co cię tu zaskoczyło, pozytywnie i negatywnie.
  • Ustalenie celu na kolejny kwartał, żeby człowiek wiedział, po czym pozna, że mu idzie.

To pytanie o zaskoczenia jest najtańszym źródłem wiedzy o własnej organizacji, jakie masz. Po pół roku ta sama osoba już go nie odpowie, bo przestanie widzieć.

Kiedy warto zrobić wydarzenie wdrożeniowe?

Przy pojedynczych rekrutacjach wystarczy dobrze ułożony miesiąc. Wydarzenie ma sens w trzech sytuacjach: gdy firma zatrudnia większą grupę naraz, gdy przejmuje inną organizację i trzeba zszyć dwie załogi, oraz gdy nowi ludzie są rozproszeni po lokalizacjach i inaczej nigdy się nie spotkają.

Format nie musi być kosztowny. Jeden dzień, w którym nowe osoby wspólnie rozwiązują realne zadanie z życia firmy i kończą prezentacją przed zarządem, robi więcej niż tydzień prezentacji o historii marki. Warunek jest jeden i ten sam co przy każdym wydarzeniu: większość uczestników ma mieć rolę, nie miejsce na widowni. Rozpisałem tę zasadę przy okazji doboru atrakcji na spotkania firmowe.

Uczciwie: wydarzenie wdrożeniowe nie naprawi złego onboardingu. Jeżeli po nim człowiek wraca do biurka, przy którym nikt na niego nie czeka, jeden dzień nic nie zmieni.

Co mierzyć, żeby wiedzieć, czy wdrożenie zadziałało?

Ankieta „czy jesteś zadowolony z onboardingu" mierzy grzeczność nowej osoby. Potrzebujesz danych o zachowaniach i o czasie.

Cztery wskaźniki, które mają sens

  • Retencja po dziewięćdziesięciu dniach. Podstawowa liczba. Odejścia w tym oknie są niemal zawsze błędem wdrożenia albo rekrutacji, rzadko wynagrodzenia.
  • Czas do pierwszej samodzielności. Po ilu dniach nowa osoba wykonuje typowe zadanie bez pytania kogokolwiek o pomoc.
  • Liczba kontaktów spoza własnego działu. Proste pytanie po miesiącu: z iloma osobami spoza zespołu rozmawiałeś dłużej niż pięć minut.
  • Ocena wdrożenia po trzech miesiącach. Nie w pierwszym tygodniu, kiedy wszyscy są mili, tylko wtedy, gdy człowiek zna już realia.

Metodykę zbierania takich danych opisałem osobno w tekście o ewaluacji wydarzeń firmowych — mechanizm jest ten sam, zmienia się tylko przedmiot pomiaru.

Podsumowanie

Onboarding jest najtańszym momentem, w którym firma może zatrzymać człowieka, którego właśnie kosztownie zrekrutowała. Wystarczy potraktować pierwsze trzydzieści dni jak zaprojektowane doświadczenie: z rolą od pierwszego dnia, kontaktem poza własnym działem, widokiem firmy od środka i jedną osobą odpowiedzialną z imienia.

Zapamiętaj!

  • Pierwsze trzydzieści dni weryfikuje wszystkie obietnice z rekrutacji.
  • Standardowy onboarding załatwia formalności i nie buduje przywiązania.
  • Rola od pierwszego dnia działa mocniej niż folder powitalny.
  • Wydarzenie wdrożeniowe ma sens przy grupie, po fuzji albo przy rozproszeniu, nie przy pojedynczej rekrutacji.
  • Mierz retencję po dziewięćdziesięciu dniach i czas do pierwszej samodzielności.

FAQ: onboarding nowego pracownika

Ile powinien trwać onboarding?

Część intensywna około miesiąca, pełne wdrożenie do samodzielności od trzech do sześciu miesięcy, zależnie od stanowiska. Błędem jest zamykanie procesu po tygodniu formalności i uznawanie, że reszta ułoży się sama.

Kto powinien odpowiadać za wdrożenie nowej osoby?

Jedna osoba z imienia i nazwiska, najlepiej z zespołu, do którego trafia nowy pracownik, a nie dział kadr jako instytucja. Kadry odpowiadają za proces i dokumenty, opiekun za to, żeby człowiek miał do kogo pójść z pytaniem, które wydaje mu się głupie.

Czy onboarding zdalny może działać tak samo dobrze?

Może, ale wymaga więcej zaplanowanych spotkań. W biurze część kontaktów powstaje przypadkiem, przy kawie i na korytarzu. Zdalnie nie powstaje nic, czego ktoś wcześniej nie umówił, więc rozmowy z osobami spoza zespołu trzeba wpisać do kalendarza.

Co zrobić, gdy nowa osoba przychodzi w środku gorącego okresu?

Skrócić program, nie rezygnować z niego. Nawet w szczycie sezonu da się zapewnić jedno zadanie z widocznym efektem, jedno spotkanie poza działem i jedną wizytę tam, gdzie powstaje produkt. Resztę przenieś, ale ustal termin.

Jak wdrażać kilka osób naraz?

Wspólna część poznawcza i osobne ścieżki stanowiskowe. Grupa daje efekt uboczny, którego nie ma przy pojedynczym wdrożeniu: nowi ludzie tworzą własną sieć wsparcia i część pytań zadają sobie nawzajem, zamiast czekać na opiekuna.

Czy warto robić onboarding dla osób awansowanych wewnątrz firmy?

Warto i prawie nikt tego nie robi. Człowiek, który po awansie zarządza wczorajszymi kolegami, potrzebuje wsparcia w nowej roli bardziej niż osoba z zewnątrz potrzebuje haseł do systemów.

Chcesz, żeby pierwsze trzydzieści dni w Twojej firmie miało scenariusz, a nie listę zadań do odhaczenia? Umów konsultację: przejdziemy przez obecny proces i zaprojektujemy wdrożenie jako doświadczenie. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

5 min czytania

Onboarding, po którym nowy pracownik nie chce odejść w pierwszym miesiącu

Jak zaprojektować pierwsze 30 dni, żeby nowa osoba została z decyzji, nie z rozpędu.
Czytaj więcej
Zespół analizujący mocne i słabe strony wydarzenia podczas warsztatu SWOT
Event Marketing
Z tego artykułu dowiesz się: po co robić SWOT przed decyzją o wydarzeniu, jak wypełnić cztery pola, żeby nie wyszła z tego ładna tabelka bez wniosków, jak zamienić analizę w konkretne działania przy pomocy macierzy TOWS, jak wygląda to na przykładzie i co mierzyć później.

W skrócie: analiza SWOT ma sens przy evencie tylko wtedy, gdy kończy się decyzją. Cztery pola wypełnia się konkretami, nie przymiotnikami, a potem zestawia parami: mocna strona plus szansa daje kierunek działania, słaba strona plus zagrożenie daje listę rzeczy do zabezpieczenia. Bez tego drugiego kroku SWOT jest ćwiczeniem z opisywania rzeczywistości.

Poniedziałek, sala konferencyjna, rozmowa o budżecie marketingowym na przyszły rok. Ktoś rzuca: „a może zróbmy SWOT". Połowa sali wzdycha, bo pamięta to ze studiów, druga połowa notuje, bo brzmi profesjonalnie. Po godzinie na flipcharcie wiszą cztery pola wypełnione ogólnikami: „doświadczony zespół", „ograniczony budżet", „rosnący rynek", „konkurencja".

Taka tabelka nie pomaga podjąć żadnej decyzji. A przy wydarzeniach decyzji jest sporo i kosztują konkretne pieniądze.

Po co robić analizę SWOT przed decyzją o evencie?

Bo event to zwykle najdroższy pojedynczy wydatek w budżecie marketingowym i jednocześnie ten, który najtrudniej rozliczyć. Skala rynku, na którym podejmujesz tę decyzję, jest niemała: według raportu „Poland Events Impact 2023" przygotowanego przez zespół pod kierunkiem Celuch Consulting wartość dodana brutto wypracowana przez przemysł spotkań w Polsce przekroczyła 22,9 mld zł, całkowity wkład branży w gospodarkę wyniósł ponad 54,6 mld zł, a wydarzenia dały około 215 tysięcy miejsc pracy. W ponad 29 tysiącach wydarzeń wzięło udział ponad 18 milionów osób.

Dwie uwagi do tych liczb, bo często krążą przekręcone. To wartość dodana brutto, a nie przychody branży ani kwota wydana przez uczestników. I dotyczą 2023 roku, więc są punktem odniesienia, nie zdjęciem dzisiejszego rynku.

SWOT nie jest wróżbą z fusów ani ćwiczeniem na integrację zespołu. Jest szybkim sposobem na sprawdzenie, czy w ogóle powinniście robić to wydarzenie, a jeżeli tak, to na czym je oprzeć.

Trzy sytuacje, w których SWOT realnie oszczędza pieniądze

  • Przed decyzją o pierwszym dużym evencie. Kiedy firma nie ma doświadczenia, a budżet jest jednorazowy i nie da się go powtórzyć po nieudanej próbie.
  • Przy wyborze między formatami. Własna konferencja, udział w targach czy seria mniejszych spotkań: cztery pola szybko pokazują, który format pasuje do zasobów, które macie.
  • Po nieudanej edycji. Kiedy trzeba oddzielić błędy własne od czynników zewnętrznych, zanim zapadnie decyzja o rezygnacji.

Skąd wziął się SWOT?

Metoda wywodzi się z prac nad planowaniem strategicznym prowadzonych w latach sześćdziesiątych, najczęściej wiązanych ze środowiskiem Stanford Research Institute i nazwiskiem Alberta Humphreya. Autorstwo bywa kwestionowane i różne źródła podają różne wersje, więc traktuj to jako tło, a nie jako fakt do cytowania w prezentacji.

Ważniejsza od genezy jest logika podziału. Mocne i słabe strony dotyczą tego, na co masz wpływ. Szanse i zagrożenia — tego, na co wpływu nie masz. To rozróżnienie jest całą wartością narzędzia i jednocześnie miejscem, w którym większość zespołów się myli, wpisując „brak budżetu" w zagrożenia zamiast w słabe strony.

Jak zrobić analizę SWOT dla eventu krok po kroku?

Zasada jest jedna: każdy wpis musi być na tyle konkretny, żeby dawało się z niego wyprowadzić działanie. „Doświadczony zespół" nie spełnia tego warunku. „Dział R&D, który potrafi prowadzić warsztaty dla klientów" — tak.

Mocne strony: co już macie

  • Co wyróżnia markę i da się pokazać na żywo, a nie tylko opisać na slajdzie?
  • Jakie zasoby macie na miejscu: przestrzeń, ludzi, produkt, relacje?
  • Co w ofercie najbardziej interesuje klientów w bezpośredniej rozmowie?

Słabe strony: czego brakuje

  • Czego nie umiecie zrobić sami i kto to zrobi zamiast was?
  • Ile realnie czasu może poświęcić osoba prowadząca projekt obok bieżących obowiązków?
  • Które elementy produktu są trudne do pokazania i wymagają tłumaczenia?

Szanse: co dzieje się na zewnątrz

  • Jakie zmiany w branży klienta tworzą powód do spotkania w tym roku?
  • Które nisze są obsługiwane słabo albo wcale?
  • Czy są partnerzy, z którymi można podzielić koszty i zasięg?

Zagrożenia: co może się wydarzyć bez waszego udziału

  • Co robi konkurencja w tym samym oknie czasowym?
  • Jakie ryzyka regulacyjne i bezpieczeństwa dotyczą tego formatu?
  • Co się stanie z budżetem, jeśli frekwencja będzie o połowę niższa?

Praktyczna wskazówka: wypełniajcie pola osobno, a dopiero potem zestawiajcie listy. Wspólne wypełnianie tabelki na ścianie kończy się tym, że najgłośniejsza osoba dyktuje cztery pola, a reszta potakuje. Ten sam mechanizm, który psuje klasyczną burzę mózgów, psuje też warsztat strategiczny.

Jak wygląda SWOT na konkretnym przykładzie?

Weźmy hipotetyczną firmę produkującą biodegradowalne opakowania, która rozważa oparcie marketingu na wydarzeniach. Przykład jest zmyślony, ale ułożony tak, jak wyglądają realne analizy z moich projektów.

Cztery pola wypełnione konkretami

  • Mocne strony: nowoczesna hala produkcyjna nadająca się na wizyty klientów, zespół technologiczny umiejący tłumaczyć produkt bez żargonu, relacje z branżowymi ekspertami gotowymi wystąpić.
  • Słabe strony: zero doświadczenia w organizacji wydarzeń, budżet ułamkowy wobec dużych graczy, produkt techniczny, który źle wygląda na zdjęciach.
  • Szanse: presja regulacyjna popychająca klientów do zmiany opakowań, brak w branży wydarzeń czysto edukacyjnych, możliwość współdzielenia kosztu z dostawcą surowca.
  • Zagrożenia: zarzut greenwashingu przy nieostrożnej komunikacji, więksi konkurenci obecni na tych samych targach, sezonowość decyzji zakupowych u klientów.

Jak zamienić SWOT w decyzje? Macierz TOWS

To jest krok, który decyduje o tym, czy analiza miała sens. Zestawiasz pola parami i z każdej pary wyprowadzasz działanie.

Cztery kombinacje i co z nich wynika

  • Mocne strony plus szanse: na czym budować. Hala produkcyjna plus popyt na edukację daje serię warsztatów u siebie, bez wynajmu obiektu.
  • Słabe strony plus szanse: co uzupełnić, żeby z szansy skorzystać. Brak doświadczenia w produkcji wydarzeń oznacza wykonawcę z zewnątrz albo mniejszą skalę na start.
  • Mocne strony plus zagrożenia: czym się bronić. Zespół technologiczny tłumaczący produkt na danych jest najlepszą odpowiedzią na zarzut greenwashingu.
  • Słabe strony plus zagrożenia: czego nie robić. Mały budżet i obecność dużych konkurentów na tych samych targach to argument za własnym, mniejszym formatem zamiast walki o uwagę w hali.

Ostatnia kombinacja jest najcenniejsza i najrzadziej używana. SWOT bywa traktowany jako narzędzie do uzasadniania decyzji już podjętej, a jego prawdziwa wartość polega na tym, że pozwala się z czegoś wycofać, zanim pojawią się faktury.

Co zmierzyć po evencie, żeby następny SWOT był lepszy?

Analiza zbudowana na wrażeniach daje wnioski oparte na wrażeniach. Jeżeli chcesz, żeby kolejna wersja miała wartość, wpisz do niej dane z poprzedniego wydarzenia.

Cztery liczby, które wracają do analizy

  • Frekwencja rzeczywista wobec deklarowanej i struktura uczestników według stanowisk.
  • Liczba zakwalifikowanych kontaktów i ich dalszy los w pipelinie po trzech miesiącach.
  • Ocena wydarzenia i deklarowana chęć udziału w kolejnej edycji.
  • Koszt jednostkowy: budżet podzielony przez liczbę rozmów, które realnie się odbyły.

Sposób zbierania tych danych rozpisałem osobno w tekście o ewaluacji eventu firmowego, a logikę przekładania wydarzenia na sprzedaż w tekście o tym, jak przygotować udział w targach, który przyniesie leady.

Podsumowanie

SWOT jest dobrym narzędziem i kiepskim rytuałem. Różnica polega na jednym kroku: czy po wypełnieniu czterech pól zestawiasz je parami i wyprowadzasz decyzje, czy zostawiasz ładną tabelkę w prezentacji.

Zapamiętaj!

  • Mocne i słabe strony to czynniki wewnętrzne, szanse i zagrożenia zewnętrzne. Brak budżetu jest słabością, nie zagrożeniem.
  • Każdy wpis ma być konkretem, z którego da się wyprowadzić działanie.
  • Pola wypełniajcie osobno, zestawiajcie wspólnie.
  • Prawdziwa wartość leży w macierzy TOWS, czyli w zestawianiu pól parami.
  • Kombinacja słabości i zagrożeń to lista rzeczy, których nie robić. Nie pomijaj jej.

FAQ: analiza SWOT przy wydarzeniach

Ile czasu zajmuje sensowna analiza SWOT?

Od dwóch do trzech godzin przy jednym wydarzeniu, licząc pracę indywidualną i wspólne omówienie. Jeżeli trwa dłużej, zwykle znaczy to, że zespół dyskutuje o strategii firmy, a nie o konkretnej decyzji.

Kto powinien brać udział w analizie?

Marketing, sprzedaż i osoba odpowiedzialna za budżet, a przy wydarzeniach wewnętrznych także HR. Sprzedaż wnosi wiedzę o realnych obiekcjach klientów, której marketing zwykle nie ma z pierwszej ręki.

Czym różni się SWOT od macierzy TOWS?

SWOT opisuje sytuację, TOWS wyprowadza z niej działania przez zestawienie pól parami. W praktyce są to dwa etapy tego samego ćwiczenia i pominięcie drugiego jest najczęstszym błędem.

Jak często aktualizować analizę?

Przy cyklicznych wydarzeniach raz do roku, po zebraniu danych z ostatniej edycji. Przy rynku zmieniającym się szybko, na przykład przy zmianach regulacyjnych w branży klienta, częściej.

Czy SWOT ma sens przy małym wydarzeniu?

Przy spotkaniu dla dwudziestu osób pełna analiza bywa przerostem formy. Wystarczą dwa pytania: co mamy, czego inni nie mają, i co może sprawić, że to nie zadziała. To ten sam mechanizm w wersji minimalnej.

Jaki jest najczęstszy błąd w analizie SWOT?

Ogólniki. „Dobry zespół", „konkurencja", „rosnący rynek" nie prowadzą do żadnej decyzji. Drugi błąd to mieszanie czynników wewnętrznych z zewnętrznymi, które rozmywa cały sens podziału.

Źródła

  • „Poland Events Impact 2023 — Wpływ ekonomiczny przemysłu spotkań na gospodarkę Polski", zespół pod kierunkiem Celuch Consulting, 2024 — dane o wartości dodanej brutto, liczbie wydarzeń, uczestników i miejsc pracy.
  • Heinz Weihrich, „The TOWS Matrix: A Tool for Situational Analysis", Long Range Planning, 1982 — rozwinięcie SWOT w macierz decyzyjną.

Masz decyzję o wydarzeniu do podjęcia i chcesz przejść przez nią z kimś z zewnątrz, kto nie ma interesu w żadnym z wariantów? Umów konsultację: wypełnimy cztery pola konkretami i wyprowadzimy z nich decyzję. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

5 min czytania

Analiza SWOT eventu: jak zrobić ją tak, żeby kończyła się decyzją

Jak zrobić SWOT dla wydarzenia, żeby kończył się decyzją, a nie tabelką.
Czytaj więcej
Analiza wskaźników HR i kosztów rotacji pracowników podczas spotkania zespołu
Event Marketing

W skrócie: Odejście jednej osoby z zespołu kosztuje firmę zwykle od kilku do kilkunastu miesięcznych wynagrodzeń tego stanowiska. Składają się na to rekrutacja, wdrożenie, utracona produktywność i obciążenie zespołu. Kampania rekrutacyjna działa na wejściu, a pieniądze wyciekają na wyjściu. To dwa różne problemy.

Ile realnie kosztuje jedno odejście?

Zarządy rzadko znają tę liczbę, bo nie ma jej w żadnym raporcie. Koszt rotacji rozkłada się po kilku budżetach naraz i przez to nigdzie nie widać go w całości.

SkładnikCo wchodzi w składGdzie siedzi w budżecie
RekrutacjaOgłoszenia, czas rekrutera, prowizja agencji, czas menedżerów na rozmowyHR, czasem marketing
WdrożenieSzkolenia, czas opiekuna, sprzęt, dostępy, formalnościHR i dział przyjmujący
Utracona produktywnośćOkres wypowiedzenia, wakat, czas dochodzenia do pełnej wydajnościNigdzie. To koszt niewidzialny
Obciążenie zespołuNadgodziny, przejęte obowiązki, spadek jakościNigdzie, dopóki ktoś kolejny nie odejdzie
Wiedza, która wychodziRelacje z klientami, znajomość procesu, nieudokumentowane praktykiNigdzie, widać przy pierwszym problemie

Trzy ostatnie wiersze są najdroższe i to właśnie one nie trafiają do żadnego zestawienia.

Jak policzyć własną rotację, zanim zaczniesz o niej dyskutować?

Potrzebujesz trzech liczb z systemu kadrowego i jednej rozmowy z menedżerem.

  • Wskaźnik rotacji. Liczba odejść w roku podzielona przez średnie zatrudnienie, razy sto. To Twój punkt wyjścia.
  • Czas wakatu. Ile dni stanowisko stoi puste, od wypowiedzenia do pierwszego dnia następcy.
  • Czas dojścia do pełnej wydajności. Zapytaj menedżera, po ilu miesiącach nowa osoba pracuje na sto procent. Odpowiedź zwykle zaskakuje.
  • Koszt jednostkowy. Miesięczne wynagrodzenie stanowiska razy suma miesięcy z dwóch poprzednich punktów, plus koszty rekrutacji i wdrożenia.

Pomnóż koszt jednostkowy przez liczbę odejść w roku. Ta liczba otwiera rozmowę z zarządem lepiej niż każda prezentacja o zaangażowaniu.

Dlaczego kampania rekrutacyjna tego nie naprawi?

Bo działa na innym końcu procesu.

Kampania przyciąga kandydatów. Buduje rozpoznawalność, generuje aplikacje, skraca czas rekrutacji. To realna wartość i nie ma sensu z niej rezygnować.

Tylko że problem rotacji nie polega na tym, że nikt nie chce przyjść. Polega na tym, że ci, którzy przyszli, wychodzą. Kampania nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się między pierwszym a dwudziestym czwartym miesiącem pracy.

Firma z dobrą kampanią i wysoką rotacją po prostu szybciej wymienia ludzi. Płaci dwa razy: za pozyskanie i za utratę.

Od czego naprawdę odchodzą ludzie?

Rzadko od pensji, choć to najczęściej deklarowany powód w rozmowie wyjściowej. Pieniądze są bezpieczną odpowiedzią, bo nikogo nie obrażają i nie wymagają tłumaczenia.

W praktyce odchodzą od dwóch rzeczy: od bezpośredniego przełożonego i od poczucia bezsensu.

Pierwsze jest kwestią kompetencji menedżerskich i da się z tym pracować szkoleniowo. Drugie jest kwestią tego, czy człowiek widzi, że jego praca do czegoś prowadzi, i czy ktokolwiek to zauważa. To już nie jest temat na szkolenie. To temat na projektowanie doświadczeń pracowniczych.

Widać to najlepiej w firmach, w których wartości wiszą na ścianie, a pracownicy nie potrafią powiedzieć, kiedy ostatnio je poczuli.

Co realnie podnosi retencję?

Trzy rzeczy, w tej kolejności.

  • Relacje w zespole. Ludzie rzadziej odchodzą z miejsc, w których mają kogoś, komu nie chcą zrobić kłopotu swoim odejściem. To brzmi miękko i jest twardym mechanizmem retencyjnym.
  • Poczucie sprawczości. Możliwość wpłynięcia na coś w swojej pracy. Nie na strategię firmy, tylko na własne stanowisko, harmonogram, sposób wykonania zadania.
  • Widoczność. Świadomość, że ktoś zauważa efekty. Nie raz w roku na gali, tylko w rytmie, w którym pracuje zespół.

Wszystkie trzy powstają w doświadczeniach, nie w komunikatach. Dlatego wydarzenia firmowe, które nie budują relacji, są stratą podwójną: kosztują i niczego nie zmieniają.

Co mierzyć przez najbliższe dwanaście miesięcy?

WskaźnikCo mówiJak często
Rotacja dobrowolnaIlu ludzi odchodzi z własnej woli. Odejścia z inicjatywy firmy licz osobnoKwartalnie
Rotacja w pierwszym rokuJakość rekrutacji i wdrożenia. Najczęściej ignorowana, najbardziej diagnostycznaKwartalnie
eNPSCzy ludzie poleciliby firmę znajomemu. Jedno pytanie, mierzalny trendDwa razy w roku
Liczba poleceń pracowniczychNajuczciwszy wskaźnik. Ludzie nie polecają miejsc, w których źle się czująCiągle

Czwarty wskaźnik jest najtańszy i najrzadziej używany. Firma, w której program poleceń nie działa mimo premii, ma odpowiedź na pytanie o kulturę organizacji.

Jak rozmawiać o tym z zarządem?

Nie zaczynaj od zaangażowania. Zacznij od liczby z pierwszej sekcji.

Zarząd nie kupuje atmosfery. Kupuje wynik, ryzyko i zwrot. Rotacja przeliczona na złotówki jest ryzykiem, a działania retencyjne są inwestycją z policzalnym zwrotem. To ten sam mechanizm, którym broni się budżet na działania employer brandingowe.

Uczciwość działa tu lepiej niż optymizm. Powiedz też, czego nie zmierzysz. Wiarygodność raportu, w którym wszystko wychodzi, kończy się przy pierwszym pytaniu kontrolnym.

Najczęściej zadawane pytania

Jaka rotacja jest normalna?

Zależy od branży i stanowiska. Produkcja i handel mają naturalnie wyższą niż IT czy finanse. Sensowniejsze od porównań z rynkiem jest porównanie z własnym wynikiem sprzed roku i rozbicie na działy.

Czy podwyżka zatrzyma pracownika, który złożył wypowiedzenie?

Zwykle na kilka miesięcy. Kontroferta rozwiązuje objaw, nie przyczynę, a dodatkowo ustawia w zespole precedens: chcesz podwyżki, złóż wypowiedzenie.

Od czego zacząć, jeśli rotacja jest wysoka w jednym dziale?

Od rozmowy z ludźmi, którzy zostali, nie tylko z tymi, którzy odchodzą. Rozmowa wyjściowa jest spóźniona o kilka miesięcy i zwykle grzeczna.

Czy eNPS ma sens przy małym zespole?

Przy zespołach poniżej dwudziestu osób wynik liczbowy jest chwiejny, ale trend i komentarze nadal działają. Warto pilnować anonimowości, inaczej dostaniesz odpowiedzi grzecznościowe.

Ile trwa, zanim działania retencyjne dadzą efekt w liczbach?

Zmiany w eNPS i w liczbie poleceń widać po jednym, dwóch kwartałach. Rotacja reaguje wolniej, bo decyzja o odejściu dojrzewa miesiącami.

Czy event może obniżyć rotację?

Sam w sobie nie. Może natomiast uruchomić relacje i poczucie sprawczości, które na rotację wpływają. Różnica polega na tym, czy wydarzenie jest jednorazowym punktem w kalendarzu, czy elementem cyklu.

Co dalej

Policz swoją rotację według wzoru z tego tekstu. Jeśli liczba Cię niepokoi, porozmawiajmy o tym, co ją napędza. Zwykle okazuje się, że odpowiedź leży w miejscu, w którym nikt jej nie szukał.

5 min czytania

Ile kosztuje Cię rotacja i dlaczego kampania rekrutacyjna tego nie naprawi

Wzór na koszt rotacji, cztery wskaźniki retencji i sposób na rozmowę o tym z zarządem.
Czytaj więcej
Pracownicy na gali firmowej podczas wieczoru talentów – docenianie pracowników w praktyce
Event Marketing

W skrócie: Wieczór talentów to format, w którym pracownicy przestają być widownią i stają się treścią wydarzenia. Sześć tygodni zgłoszeń, dziesięciu laureatów, występy przed całą organizacją. Efekt nie zaczyna się na scenie, tylko na produkcji, gdy ludzie zaczynają o tym rozmawiać. Jedna edycja nie zmieni kultury. Cykl zmienia.

Dlaczego docenianie pracowników rzadko działa?

Bo najczęściej wygląda tak: dyplom, brawa, zdjęcie na intranet. Trzy minuty na scenie dla osoby, którą zarząd zna z nazwiska. Reszta sali klaszcze i czeka na obiad.

To nie jest docenianie. To ceremonia.

Docenianie zaczyna się wtedy, gdy firma oddaje ludziom coś, czego normalnie nie mają: przestrzeń, uwagę i decyzję o tym, co pokażą. Reszta to dekoracja wokół pustego środka.

Jak wyglądał ten wieczór od kuchni?

Punkt wyjścia był banalny. Firma produkcyjna, kilkaset osób, doroczne spotkanie całej załogi. Standardowy scenariusz: przemówienie, catering, zespół coverowy, o dwudziestej trzeciej pierwsi wychodzą.

Zamiast zespołu coverowego postawiliśmy pytanie: kto z Was coś robi po godzinach?

Sześć tygodni na zgłoszenia. Formularz, plakaty na hali, informacja od brygadzistów. Zgłoszenia szły wolno przez pierwsze dwa tygodnie, potem ruszyły lawinowo, bo ludzie zaczęli namawiać się nawzajem. Dziesięciu laureatów wyszło na scenę przed całą organizacją.

Kolega z logistyki okazał się muzykiem. Ktoś z jakości tańczy od piętnastu lat. Operator maszyny rzeźbi w drewnie i przyniósł swoje prace.

Co się naprawdę wydarzyło, zanim ktokolwiek wszedł na scenę?

To jest najważniejsza część i najczęściej pomijana.

Rozmowy ruszyły na produkcji sześć tygodni przed wydarzeniem. Ludzie pytali się nawzajem, czy się zgłaszają. Namawiali kolegów. Sprzeczali się, kto ma większe szanse. Zmiana zaczęła się w momencie, w którym pojawiło się pytanie, a nie w momencie, w którym zapaliły się światła na scenie.

Event trwał jeden wieczór. Mechanizm działał półtora miesiąca.

To rozróżnienie decyduje o tym, czy wydarzenie jest kosztem, czy narzędziem. Impreza się odbywa. Doświadczenie zostawia ślad.

Dlaczego nagrody nie były gadżetem?

Bony na rozwój pasji. Nie kubek z logo, nie karta podarunkowa do galerii handlowej.

Logika jest prosta: skoro firma prosi ludzi, żeby pokazali, co robią poza pracą, to nagroda musi w to samo miejsce wracać. Gadżet z logo mówi „dziękujemy, że wystąpiłeś dla nas". Bon na rozwój pasji mówi „róbcie to dalej".

Nagroda jest przedłużeniem idei albo jej zaprzeczeniem. Trzeciej opcji nie ma.

Jak wygląda ten format w ramie projektowej?

ElementCo to znaczy w tym projekcie
ZmianaPracownicy przestają być widownią i stają się treścią wydarzenia
MechanizmSześć tygodni zgłoszeń, selekcja, próby, występ przed całą organizacją
ŚladRozmowy między działami, które trwają po evencie. Materiał wideo na cały rok
PomiarLiczba zgłoszeń, udział zmian produkcyjnych, eNPS przed i po, powtarzalność w kolejnej edycji

Bez ostatniego wiersza to jest anegdota. Z nim to jest projekt, który da się obronić przed zarządem.

Czego ten format nie zrobi?

Nie naprawi złego menedżera. Nie odwróci rotacji, jeśli ludzie odchodzą z powodu wynagrodzeń albo braku perspektyw. Nie zmieni kultury organizacji, jeśli zostanie jednorazowym wydarzeniem.

Jedna edycja buduje moment. Cykl buduje kulturę. Firmy, które robią to raz i sprawdzają w ankiecie, czy „coś się zmieniło", zwykle dochodzą do wniosku, że nie warto. Mają rację co do faktu i mylą się co do wniosku.

Jeśli szukasz punktu wyjścia w innym miejscu, zacznij od tego, gdzie w Twojej firmie leży luka między deklarowanymi wartościami a doświadczeniem pracownika.

Jak zaprojektować taki wieczór u siebie?

  • Ustal, co ma się zmienić. Nie „chcemy fajnej imprezy", tylko „chcemy, żeby ludzie z różnych działów zaczęli ze sobą rozmawiać".
  • Daj czas na zgłoszenia. Sześć tygodni to minimum. Pierwsze dwa tygodnie będą wyglądały na porażkę.
  • Zaangażuj brygadzistów i liderów zmian. Formularz w intranecie nie dotrze do hali produkcyjnej.
  • Zaplanuj próby. Człowiek, który pierwszy raz stoi przed czterystoma osobami, potrzebuje wsparcia technicznego i psychicznego.
  • Dobierz nagrodę do idei. Bon na rozwój pasji, sprzęt, kurs. Nie gadżet.
  • Nagraj to. Jeden wieczór to materiał na rekrutację, onboarding i komunikację wewnętrzną na cały rok.
  • Zaplanuj drugą edycję, zanim skończy się pierwsza. Inaczej nikt jej nie zaplanuje.

Ten sam mechanizm działa przy integracji. Różnica polega na tym, że tam atrakcje najczęściej zastępują cel, zamiast mu służyć.

Ile to kosztuje w porównaniu z zespołem coverowym?

Zwykle mniej, niż firmy zakładają. Nie ma honorarium dla gwiazdy, jest za to więcej pracy przygotowawczej: komunikacja wewnętrzna, selekcja, próby, obsługa techniczna dziesięciu różnych występów.

Budżet przesuwa się z jednej pozycji artystycznej na proces. Efekt też się przesuwa: z trzech godzin na sześć tygodni.

Jeśli budżet jest punktem zapalnym w Twojej firmie, zacznij od rozpisania go na funkcje, nie na atrakcje.

Najczęściej zadawane pytania

Czy taki format sprawdzi się w małej firmie?

Tak, przy czym poniżej pięćdziesięciu osób zmienia się mechanika. Nie ma sensu robić selekcji, bo zgłoszą się prawie wszyscy chętni. Zamiast konkursu robi się wieczór prezentacji.

Co jeśli nikt się nie zgłosi?

To znaczy, że komunikacja nie dotarła albo ludzie nie ufają, że to bezpieczne. Oba problemy są ważniejsze niż sam event i warto je rozwiązać przed nim, nie po.

Kto powinien prowadzić taki wieczór?

Nie prezes. Ktoś, kto potrafi zbudować bezpieczną atmosferę dla osoby, która pierwszy raz stoi na scenie. Prowadzący jest tu ważniejszy niż nagłośnienie.

Czy nagrania z takiego wieczoru można wykorzystać w rekrutacji?

Tak i to jest jeden z mocniejszych argumentów za tym formatem. Wymaga zgód uczestników zebranych przed występem, nie po.

Jak zmierzyć, czy to zadziałało?

Liczba zgłoszeń w podziale na działy, udział pracowników produkcyjnych, eNPS przed i po, liczba osób pytających o kolejną edycję. Cztery liczby wystarczą do rozmowy z zarządem.

Co zrobić, żeby to nie było jednorazowe?

Wpisać do kalendarza rocznego jako format, nie jako pomysł. Format ma właściciela, budżet i termin. Pomysł ma tylko entuzjazm.

Co dalej

Jeśli w Twojej firmie zbliża się spotkanie całej załogi i scenariusz wygląda jak w zeszłym roku, to jest moment na decyzję. Napisz, co ma się zmienić w Twoim zespole, a zaprojektujemy mechanizm, który to dowozi.

5 min czytania

Kolega z logistyki okazał się muzykiem. Anatomia wieczoru, który zmienił rozmowy w firmie

Wieczór talentów w firmie produkcyjnej: mechanizm, ślad i to, czego jeden event nie zrobi.
Czytaj więcej
Warsztat burzy mózgów z zespołem przy tablicy z notatkami
Event Marketing
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego klasyczna burza mózgów daje mniej pomysłów niż ci sami ludzie pracujący osobno, które zasady faktycznie działają, jak wyglądają cztery techniki nadające sesji strukturę, co zrobić z osobą blokującą pomysły i jak przejść od szalonej idei do wykonalnego projektu.

W skrócie: burza mózgów w klasycznej formie, czyli grupa krzycząca pomysły w jednej sali, wypada gorzej niż ci sami ludzie generujący pomysły osobno, a potem zestawiający listy. Powodem jest blokowanie produkcji: kiedy mówi jedna osoba, pozostałe milczą i zapominają własne pomysły. Rozwiązaniem nie jest rezygnacja z sesji, tylko nadanie jej struktury: najpierw praca indywidualna, potem wspólna, a ocena dopiero na końcu.

Późne popołudnie, sala konferencyjna, kawa i lekka desperacja. Zespół próbuje wymyślić coś spektakularnego na dwudziestopięciolecie firmy produkującej skarpetki. Ktoś rzuca hasło, ktoś inne, po czterdziestu minutach na flipcharcie wisi dwanaście pomysłów, z czego dziesięć to wariacje tego samego.

Znam ten obrazek z obu stron: jako osoba prowadząca takie sesje w agencji i jako klient, który później patrzył na ich efekt. I mam złą wiadomość o formacie, który wszyscy uważają za oczywisty.

Dlaczego klasyczna burza mózgów zawodzi?

Pojęcie burzy mózgów spopularyzował Alex Osborn w książce „Applied Imagination" z 1953 roku. Twierdził w niej, że przeciętny człowiek wymyśla w grupie dwa razy więcej pomysłów niż samotnie. Brzmi rozsądnie i przez dekady nikt tego nie kwestionował.

Badania mówią coś odwrotnego. Michael Diehl i Wolfgang Stroebe opublikowali w 1987 roku w „Journal of Personality and Social Psychology" serię eksperymentów porównujących grupy pracujące razem z tak zwanymi grupami nominalnymi, czyli ludźmi generującymi pomysły osobno, których listy zestawia się potem w jedną. Grupy nominalne wypadały lepiej. Metaanaliza Briana Mullena, Craiga Johnsona i Eduardo Salasa z 1991 roku, obejmująca kilkadziesiąt eksperymentów, potwierdziła ten wynik.

Trzy mechanizmy, które psują sesję

  • Blokowanie produkcji. W grupie mówi jedna osoba naraz. Reszta czeka, a czekając, zapomina własne pomysły albo uznaje je za mniej ciekawe od tego, co właśnie usłyszała. To główna przyczyna strat.
  • Obawa przed oceną. Nawet przy ogłoszonej zasadzie braku krytyki ludzie filtrują to, co powiedzą, zwłaszcza gdy w sali siedzi przełożony albo osoba uznawana za eksperta.
  • Rozproszenie odpowiedzialności. W grupie trudno przypisać wkład konkretnej osobie, więc część uczestników wkłada mniej wysiłku, licząc na pozostałych.

Jest jeszcze efekt, który badacze nazwali złudzeniem skuteczności grupy: uczestnicy wychodzą z sesji przekonani, że była produktywna, choć obiektywnie wypadła słabiej. Sesja jest przyjemna, więc wydaje się skuteczna. To dlatego format trzyma się mocno mimo dowodów.

Wniosek praktyczny nie brzmi „nie róbcie burzy mózgów". Brzmi: nie zaczynajcie od wspólnego krzyczenia pomysłów.

Jakie zasady burzy mózgów faktycznie działają?

Cztery klasyczne zasady Osborna nadal mają sens, pod warunkiem że dopiszesz do nich piątą, której u niego nie było.

Zestaw, który warto powiesić na ścianie

  • Najpierw osobno, potem razem. Pierwsze dziesięć minut każdy pisze w ciszy, na kartce albo w dokumencie. Dopiero potem czytacie na głos. To jedna zmiana, która usuwa główną przyczynę strat.
  • Krytyka później. Faza generowania i faza oceny to dwa różne spotkania albo przynajmniej dwie wyraźnie oddzielone części.
  • Ilość przed jakością. Cel liczbowy działa lepiej niż apel o kreatywność. Czterdzieści pomysłów w pół godziny to konkret.
  • Buduj na cudzym. „Tak, i…" zamiast „tak, ale…". Różnica jest banalna i realnie zmienia przebieg rozmowy.
  • Dziwne jest dozwolone. Pomysły niewykonalne są materiałem na wykonalne. Event w ciemności brzmi absurdalnie, dopóki nie zamieni się w kolację w całkowicie zaciemnionej sali.

W praktyce najwięcej zmienia pierwsza zasada. Sesja, w której wszyscy zaczynają od dziesięciu minut ciszy, wygląda mniej efektownie i daje więcej materiału.

Jakie techniki burzy mózgów sprawdzają się przy wydarzeniach?

Technika to nie ozdobnik, tylko sposób na nadanie sesji struktury. Cztery, które realnie używam.

Metoda 6-3-5

Sześć osób, trzy pomysły, pięć minut. Każdy zapisuje trzy pomysły na kartce, potem przekazuje ją sąsiadowi, który dopisuje kolejne trzy, rozwijając to, co przeczytał. Po sześciu rundach macie sto osiem zapisów i zero przekrzykiwania. To wersja burzy mózgów, która wprost omija blokowanie produkcji.

Mapa myśli

Temat centralny, na przykład dwudziestopięciolecie firmy, i rozgałęzienia w dowolnych kierunkach. Sprawdza się wtedy, gdy zespół zna temat, ale utknął w jednym schemacie. Warunek: mapa powstaje na ścianie, nie w laptopie jednej osoby.

SCAMPER

Siedem operacji na istniejącym pomyśle: zastąp, połącz, dostosuj, zmodyfikuj, znajdź inne zastosowanie, wyeliminuj, odwróć. Świetnie działa przy powtarzalnych formatach. Weź zeszłoroczną galę i zapytaj, co się stanie, jeśli wyeliminujesz scenę. Albo odwrócisz role i to pracownicy prowadzą wieczorór, a zarząd siedzi na widowni.

Losowe słowo

Wyciągasz przypadkowe słowo i szukasz związku z tematem. Metoda wygląda na zabawę i jest najskuteczniejsza w momencie, gdy zespół kręci się w kółko wokół trzech oczywistych rozwiązań. Wymusza skojarzenie spoza utartego toru.

Dobór techniki zależy od tego, czego brakuje. Przy niedoborze pomysłów używaj 6-3-5. Przy nadmiarze wariantów tego samego pomysłu sięgaj po SCAMPER. Przy zastoju losowe słowo.

Jak nie zabić kreatywności w zespole?

W każdej organizacji jest osoba, która na każdy pomysł odpowiada, że to za drogie, że klient się nie zgodzi albo że w zeszłym roku nie wyszło. Zwykle nie jest złośliwa. Zwykle odpowiada za budżet i ma odruch obronny.

Trzy sposoby, które działają lepiej niż proszenie o wyrozumiałość

  • Rozdziel spotkania. Sesja generowania i sesja oceny w dwóch różnych terminach. Osoba od budżetu dostaje własne, ważne miejsce w programie, tylko później.
  • Nadaj rolę. Wyznacz adwokata diabła na etapie oceny. Ktoś, kto ma oficjalnie szukać dziur, przestaje robić to nieoficjalnie w złym momencie.
  • Pracuj na kartkach. Kiedy pomysły najpierw powstają anonimowo, trudniej je zblokować w zarodku, bo nie wiadomo, czyje są.

Uczciwie: nie każdą sesję da się uratować techniką. Jeżeli w zespole nie ma bezpieczeństwa, żeby powiedzieć coś głupiego, żadna metoda tego nie załatwi. To jest problem kultury organizacji, a nie warsztatu, i pisałem o nim przy okazji tego, jak wartości firmy zamieniają się w realne zachowania.

Jak sprzedać nietypowy pomysł klientowi albo zarządowi?

Masz pomysł. Teraz ktoś, kto nie był w sali, ma go zaakceptować i za niego zapłacić. To osobna umiejętność i większość dobrych pomysłów umiera dokładnie tutaj.

Cztery ruchy przy prezentacji

  • Zacznij od problemu, nie od pomysłu. „Chcemy, żeby handlowcy pierwszy raz zobaczyli produkcję od środka" otwiera rozmowę lepiej niż „mamy pomysł na event w hali".
  • Pokaż mechanikę, nie klimat. Decydent kupuje to, co zrozumiał. Opisz, co uczestnik będzie robił przez pierwsze dwadzieścia minut.
  • Przynieś coś fizycznego. Makieta, próbka, jeden rekwizyt. Działa nieproporcjonalnie mocno wobec kosztu przygotowania.
  • Miej wersję tańszą w kieszeni. Nie po to, żeby od razu ją proponować, tylko żeby rozmowa o budżecie nie zabiła całej koncepcji.

Jak przejść od pomysłu do realizacji?

Między sesją a wydarzeniem jest miejsce, w którym trzeba włączyć zdrowy rozsądek. Pomysł na event w evencie brzmi świetnie na papierze i potrafi zostawić uczestników w stanie całkowitej dezorientacji.

Pięć filtrów przed decyzją

  • Wykonalność. Czy da się to zrobić w dostępnym czasie, miejscu i przy tej ekipie.
  • Ryzyko. Co się stanie, jeśli kluczowy element zawiedzie, i czy istnieje wariant awaryjny.
  • Budżet. Nie „ile to kosztuje", tylko co wycinasz z programu, żeby to sfinansować.
  • Rola uczestnika. Czy w tym pomyśle większość sali coś robi, czy ogląda. To rozstrzyga więcej niż sama kreatywność koncepcji.
  • Pomiar. Po czym poznasz, że zadziałało. Ustal to przed wydarzeniem, nie po.

Dwa ostatnie filtry są najczęściej pomijane, a to one decydują o tym, czy pomysł zamieni się w efekt. Rozpisałem je osobno w tekstach o tym, które atrakcje realnie angażują uczestników oraz o ewaluacji eventu firmowego.

Podsumowanie

Burza mózgów nie jest złym narzędziem. Zły jest domyślny sposób jej prowadzenia: wszyscy w jednej sali, wszyscy naraz, ocena na bieżąco. Wystarczy odwrócić kolejność, zacząć od pracy indywidualnej i przenieść krytykę na osobne spotkanie, żeby ta sama grupa ludzi dała wyraźnie więcej.

Zapamiętaj!

  • Zaczynaj od dziesięciu minut ciszy i pracy indywidualnej, dopiero potem przechodźcie do wspólnej rozmowy.
  • Faza generowania i faza oceny to dwa różne spotkania, nie dwie części tego samego.
  • Ustal cel liczbowy zamiast apelować o kreatywność.
  • Technikę dobieraj do problemu: 6-3-5 na niedobór pomysłów, SCAMPER na powielanie wariantów, losowe słowo na zastój.
  • Przed decyzją sprawdź pięć filtrów, a szczególnie dwa ostatnie: rolę uczestnika i sposób pomiaru.

FAQ: burza mózgów w praktyce

Ile osób powinno brać udział w burzy mózgów?

W praktyce od czterech do sześciu osób na jedną grupę roboczą. Powyżej tej liczby rośnie blokowanie produkcji i część uczestników milknie. Jeżeli masz większy zespół, podziel go na kilka grup pracujących równolegle i zestaw wyniki na końcu.

Ile powinna trwać sesja?

Od czterdziestu pięciu do dziewięćdziesięciu minut, z wyraźnym podziałem na części. Dłuższe spotkania rzadko dodają nowe pomysły, a zaczynają dodawać zmęczenie. Lepiej zrobić dwie krótsze sesje w odstępie kilku dni niż jedną trzygodzinną.

Czy burza mózgów online działa tak samo jak stacjonarna?

Ma jedną przewagę: w narzędziu, w którym wszyscy piszą jednocześnie, blokowanie produkcji praktycznie znika, bo nikt nie czeka na swoją kolej. Traci się za to energię sali i łatwość budowania na cudzym pomyśle. Dobrym kompromisem jest generowanie online i wspólne omówienie na żywo.

Kto powinien prowadzić sesję?

Ktoś, kto nie ma własnego interesu w wyniku i może pilnować zasad. Jeżeli sesję prowadzi osoba, która jednocześnie odpowiada za budżet albo za obronę zeszłorocznej koncepcji, faza generowania niepostrzeżenie zamienia się w fazę oceny.

Co zrobić z pomysłami, których nie wykorzystamy?

Zapisać w jednym miejscu z datą i kontekstem. Część z nich staje się wykonalna przy innym budżecie albo innym kliencie. Lista odrzuconych pomysłów z ostatnich dwóch lat bywa lepszym punktem startu niż pusta kartka.

Czy da się prowadzić burzę mózgów z klientem w sali?

Da się i często warto, ale wymaga to innego prowadzenia. Klient zwykle zna ograniczenia i odruchowo je przypomina, więc faza generowania musi mieć wyraźnie ogłoszone zasady. Alternatywa: osobna sesja u klienta na zebranie kontekstu i osobna w zespole na generowanie.

Źródła

  • Alex F. Osborn, „Applied Imagination", 1953 — klasyczne zasady burzy mózgów.
  • Michael Diehl, Wolfgang Stroebe, „Productivity loss in brainstorming groups: Toward the solution of a riddle", Journal of Personality and Social Psychology, 1987.
  • Brian Mullen, Craig Johnson, Eduardo Salas, „Productivity loss in brainstorming groups: A meta-analytic integration", Basic and Applied Social Psychology, 1991.

Prowadzisz sesję, z której ma wyjść koncepcja wydarzenia, i chcesz mieć pewność, że nie skończy się na dwunastu wariantach tego samego? Umów konsultację: przejdziemy przez cel sesji, dobór techniki i sposób oceny pomysłów. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

5 min czytania

Burza mózgów, która daje pomysły. Techniki, zasady i pułapki

Dlaczego klasyczna burza mózgów zawodzi i jak prowadzić sesję, która daje pomysły.
Czytaj więcej

Nie wiesz od czego zacząć?

Poznajmy się :)

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów  i otrzymaj pakiet bonusów za darmo!  🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak

Organizacja imprez firmowych

Oferuję kompleksowe usługi z zakresu organizacji imprez i eventów firmowych dostosowanych do indywidualnych potrzeb każdej organizacji. Od wyboru idealnego miejsca, przez szczegółowe planowanie harmonogramu, aż po realizację imprezy z najwyższą dbałością o detale – zapewniam pełne wsparcie na każdym etapie przedsięwzięcia. Doświadczenie i kreatywność pozwalają mi na organizację imprez firmowych, które stają się wyjątkowym przeżyciem, wzmacniają relacje w zespole i wpływają pozytywnie na wizerunek firmy. Niezależnie od skali czy charakteru eventu, gwarantuję profesjonalizm i zaangażowanie w dostarczenie najlepszych rozwiązań.

Eventy firmowe

Organizuję eventy firmowe, które na długo pozostają w pamięci uczestników. Bankiety, przyjęcia, jubileusze czy uroczyste gale – każde wydarzenie przygotowuję z pasją i troską o każdy szczegół. Zapewniam kompleksowe wsparcie, od wyboru odpowiedniej lokalizacji, aż po koordynację przebiegu imprezy. Moim priorytetem jest stworzenie atmosfery, która podkreśli rangę okazji i pozwoli uczestnikom cieszyć się chwilą. Ze mną zorganizujesz event firmowy, które zrobi wrażenie na
Twoim zespole i partnerach biznesowych.

Wydarzenia korporacyjne

Tworzę profesjonalne wydarzenia korporacyjne, które skutecznie budują wizerunek marki i wspierają relacje biznesowe. Konferencje, akcje CSR oraz premiery i imprezy promocyjne nowych produktów – każde z nich planuję z uwzględnieniem Twoich celów i oczekiwań. Zapewniam kompleksową obsługę, od wyboru miejsca i przygotowania scenografii, po organizację atrakcji i technologiczne wsparcie – tak, by Twoje wydarzenie korporacyjne przebiegło sprawnie i zrobiło wrażenie na uczestnikach. Wspólnie stwórzmy niezapomniane doświadczenie, które wzmocni pozycję Twojej firmy na rynku.

Konferencje, targi i szkolenia

Pomogę Twojej firmie zorganizować konferencję, targi lub szkolenie, które spełniają najwyższe standardy biznesowe. Oferuję wsparcie na każdym etapie, od przygotowania harmonogramu i rezerwacji odpowiedniego miejsca, po zapewnienie zaplecza technicznego i materiałów promocyjnych. Niezależnie od skali wydarzenia, dbam o płynność organizacyjną i atmosferę, która sprzyja budowaniu relacji oraz efektywnej wymianie wiedzy. Powierzając mi organizację Twojej konferencji, targów czy szkolenia, zyskujesz pewność, że wydarzenie zostanie drobiazgowo zaplanowane, dopracowane i zgodne z założeniami biznesowymi.